Filmy

„Avatar: Istota wody” to trzygodzinny argument Jamesa Camerona za wielkim ekranem

Veronica Loop

Trzynaście lat po tym, jak na nowo zdefiniował kino superprodukcji, a potem od niego odszedł, James Cameron wraca na Pandorę z pewnością siebie reżysera, który ani przez chwilę nie wątpił, że widzowie pójdą za nim pod wodę. Avatar: Istota wody jest ogromny, bezkompromisowy i zbudowany na jednym przekonaniu: że widowisko, jeśli realizować je z dostateczną cierpliwością i precyzją, staje się własnym sposobem opowiadania historii.

Sequel zastaje rodzinę Sullych — Jake’a, Neytiri i ich dzieci — w kruchym pokoju, który powracający Ludzie z Nieba burzą niemal natychmiast. Wygnani z lasów z pierwszego filmu, szukają schronienia wśród Metkayina, klanu mieszkającego na rafach, którego cała kultura jest ukształtowana przez morze. To, co następuje, jest mniej filmem wojennym niż opowieścią o przetrwaniu — o przynależności, wygnaniu i cenie utrzymania rodziny w całości.

YouTube video

Ocean zbudowany od zera

Powodem, by go zobaczyć, jest — szczerze mówiąc — woda. Cameron i Wētā FX spędzili lata, rozwiązując problem rejestrowania aktorskich kreacji pod wodą, a efektem jest film, w którym każda zmarszczka, każdy prąd i każda smuga załamanego światła wydają się fizycznie realne. Nakręcone w 3D o wysokiej liczbie klatek na sekundę, podwodne sekwencje osiągają klarowność i ciężar, jakich nie udało się dotąd uzyskać żadnemu cyfrowemu oceanowi; Oscar za najlepsze efekty wizualne to najmniej, co Akademia mogła zrobić. Nawet widzowie odporni na uroki Pandory zwykle przyznają, że klatka po klatce jest to jeden z najpiękniejszych filmów, jakie kiedykolwiek nakręcono.

Avatar: Istota wody (2022)
Avatar: Istota wody (2022)

Rodzina Sullych na morzu

To w fabule film jest najbardziej odsłonięty. Cameron pisze szerokimi, mitycznymi pociągnięciami — skrzywdzony ojciec, zbuntowany syn, dziecko z zewnątrz — a przy trzech godzinach i dwunastu minutach znajome rytmy potrafią się rozciągnąć zbyt cienko. A jednak emocjonalny silnik działa częściej, niż gaśnie. Zoe Saldaña obdarza Neytiri zaciekłą, naznaczoną żałobą intensywnością; Sigourney Weaver, choć trudno w to uwierzyć, gra nastoletnią Na’vi i w dużej mierze przekonuje; Ronal w wykonaniu Kate Winslet zakotwicza Metkayina cichym autorytetem. Powrót pułkownika Quaritcha granego przez Stephena Langa — wskrzeszonego jako rekombinant Na’vi tropiący człowieka, który go zabił — daje melodramatowi prawdziwy kręgosłup, a druga połowa buduje napięcie i poczucie straty aż po autentyczny finał.

Zakład o przytłaczające

Film, który wszedł na ekrany w grudniu 2022 roku, zarobił później ponad 2,3 miliarda dolarów, stając się trzecim najbardziej kasowym filmem w historii i uciszając każdą przepowiednię, że świat odszedł już od Avatara. Czy pogłębia sagę, czy jedynie odracza jej rozliczenie, to temat na uczciwą dyskusję. Tym, co dyskusji nie podlega, jest rzemiosło. Istota wody to maksymalistyczne, szczere, miejscami zbyt rozwleczone widowisko stworzone przez jedynego reżysera wciąż gotowego postawić fortunę na przekonaniu, że kino powinno przytłaczać. Na dostatecznie dużym ekranie ten zakład w większości wygrywa.

Reżyseria

James Cameron

James Cameron

Obsada

Tagi: , , , , , ,

Dyskusja

Jest 0 komentarzy.