Filmy

Najlepsze filmy w streamingu na teraz: lista krytyka to cichy bunt przeciwko algorytmowi

Cotygodniowa rubryka z rekomendacjami robi to, czego nie potrafi silnik rekomendacji: traktuje film jak dzieło autora, a nie zbiór atrybutów.
Camille Lefèvre

Każdego tygodnia krytyk siada i robi coś na swój sposób heroicznego: dokonuje wyboru. Kilka filmów, wartych waszego wieczoru, wymienionych z nazwy i obronionych. Ten gest może wyglądać jak zwykłe poradnictwo medialne – przyjazna dłoń wskazująca drogę pośród natłoku – ale spójrzmy, czemu się sprzeciwia. Sprzeciwia się maszynie, która już za was zdecydowała, czego możecie chcieć, i urządziła cały wirtualny sklep, by to potwierdzić. Lista jest krótka. To, czemu się przeciwstawia – nie.

Największą sztuczką streamingu był zabieg semantyczny. Przestał dystrybuować filmy, a zaczął serwować „treści” – to słowo ma znaczenie, bo dokładnie tak widzi to oprogramowanie. Film wchodzi do systemu nie jako dzieło reżysera z dorobkiem, ale jako pakiet atrybutów: gatunek, czas trwania, typ aktora w roli głównej, tag dotyczący stylu zdjęć. Autor rozpływa się w metadanych. Gdy film jest już tylko swoimi atrybutami, każdy film o podobnych cechach jest dobry, a zadaniem platformy nie jest pokazać konkretny film, ale utrzymać wzrok widza w ruchu wzdłuż rzędu.

I wzrok ten się porusza. Według badania organizacji New America dotyczącego platformy, około czterech piątych godzin spędzanych przez ludzi na Netflixie wypływa z jego systemu rekomendacji, a nie z tego, czego szukali; wyszukiwanie – akt chęci obejrzenia konkretnego tytułu – jest zachowaniem mniejszościowym. To właśnie tę arytmetykę lista krytyka cicho kwestionuje. Walczy o tę część oglądania, która wciąż jest wyborem.

Głębszy problem polega na tym, że silnik zawęża. Jak ujmują to analitycy z XroadMedia: im więcej system o was wie, tym bardziej opiera się na tym, co już zna, aż dobrze wytrenowany profil staje się lustrem – te same gusta odbijają się ze słabnącym efektem. Serendypia, to, co sprawia, że katalog wydaje się żywy, jest właśnie tym, co personalizacja ma wyeliminować. Optymalizuje bowiem prawdopodobieństwo, że wciśniecie „play”, a nie szansę, że natkniecie się na coś, czego nie mogliście przewidzieć. System nie ma opinii, czy film jest dobry; ma bardzo dokładną opinię na temat tego, czy go skończycie.

W tym miejscu kinoflski odruch i algorytm rozchodzą się na dobre. Historia tego medium to historia nieprzewidywalności – reżysera zrywającego z własnym schematem, formy, która głosi coś, czego żadne streszczenie nie pomieści. Spoglądając na ten sam teren, Global Times zauważył, że rekomendacja zakłada, iż „przyszłość będzie odbiciem przeszłości” – świetna zasada dla logistyki, fatalna dla sztuki. Maszyna, która zna tylko waszą przeszłość, nigdy nie poda wam filmu, który tę przeszłość zmieni.

Nawet obietnica najczęściej używana do obrony systemu – że personalizacja służy szerszej, bardziej zróżnicowanej publiczności – niesie ze sobą przestrogę z historii. Gdy platforma zaczęła dostosowywać same miniatury obrazów, jedyny moment, w którym personalizacja dotknęła kwestii reprezentacji, nie był chlubny: niektórzy czarnoskórzy widzowie otrzymali grafikę, która wysuwała na pierwszy plan czarnoskórego aktora drugoplanowego kosztem faktycznych głównych bohaterów filmu. W tamtym epizodzie reprezentacja nie była wartością, którą system wyznawał, ale dźwignią, którą pociągnął. Obraz został wybrany, by zapewnić kliknięcie, a obsada poszła w odstawkę.

Skala wyostrza stawkę. Strona główna Netflixa ma około czterdziestu rzędów po siedemdziesiąt pięć tytułów każdy, każda pozycja sklasyfikowana specjalnie dla was, a badania samej firmy wykazały, że to właśnie grafika decyduje w przeważającej mierze o tym, co zobaczy widz – dlatego dla jednego tytułu platforma serwowała nawet dziewięć różnych obrazów. To nie jest biblioteka. To automat do gry przebrany za bibliotekę, a krótka lista krytyka jest rzadkim przerwaniem, które prosi, byście świadomie zapragnęli jednej konkretnej rzeczy.

Więc czytajcie cotygodniową listę – nie dlatego, że garść filmów to wszystko, co warto obejrzeć, ale dlatego, że to ostatnie miejsce wewnątrz maszyny, gdzie człowiek wciąż mówi ten tutaj i naprawdę tak myśli. Algorytm odrobi stratę do rana. Jego rekomendacja zawsze dotyczyła tylko następnego kliknięcia; rekomendacja krytyka – następnego filmu, który zapamiętacie.

Tagi: , , , ,

Dyskusja

Jest 0 komentarzy.