Filmy

Demonic: Blomkamp wraca z genialnym pomysłem i nierównym filmem — recenzja

Camille Lefèvre

Kamera opada wzdłuż sterylnie białego korytarza — i nagle ściany zaczynają oddychać. Neill Blomkamp, reżyser, który zamienił johannesburskie slumsy w alegorię science fiction zmieniającą gatunek, wkracza w horror z Demonic i przynosi ze sobą całą swoją wizualną inteligencję. Zostawia za sobą scenariusz na miarę tej ambicji.

Blomkamp nie nakręcił pełnometrażowego filmu od 2015 roku, kiedy ukazał się Chappie. Demonic, kręcony w czasie pandemii z okrojonym zespołem, to projekt konieczności — zbyt osobliwy pomysł, by go porzucić. Premisa: korporacja Therapol opracowała technologię umożliwiającą przeniesienie świadomości użytkownika do symulowanej przestrzeni mentalnej pacjenta w śpiączce. Carly (Carly Pope), od lat wyalienowana ze swojej matki Angeli (Nathalie Boltt) po niewytłumaczalnych brutalnych przestępstwach, zgadza się wziąć udział w programie. Wchodzi w umysł matki. Coś tam na nią czekało.

Sekwencje w wirtualnej rzeczywistości to najbardziej blomkampowski element. Reżyser stworzył te środowiska nie za pomocą konwencjonalnych efektów, lecz renderów z silnika gry — decyzja, która nadaje im charakterystyczną płaskość, niepokojącą sterylność oddzielającą je od rzeczywistości. Ta formalna chłodność to kinematograficzna inteligencja: przestrzeń jako język, czas jako argument.

YouTube video

Problem pojawia się, gdy Demonic próbuje spełnić obie obietnice jednocześnie. Jako film SF o świadomości i technologii ma prawdziwy intelektualny ciężar — pomysł korporacji używającej VR do dostępu do stanów psychicznych, w których może mieszkać demoniczne opętanie, stawia pytania o suwerenność wnętrza, których scenariusz nigdy nie ma czasu zadać. Jako horror, demoniczny byt podąża za regułami zapożyczonymi od stu poprzedników, nie rozwijając czegoś wystarczająco specyficznego, by przerażać.

Carly Pope utrzymuje film przez czysty kunszt. Nathalie Boltt zyskuje na złożoności w sekwencjach symulacji. Drugoplanowa obsada brakuje tekstury, która sprawiłaby, że stawki emocjonalne poczulibyśmy prawdziwie.

Demonic zajmuje miejsce pomiędzy najgorszymi a najlepszymi dziełami Blomkampa — ciekawszy niż Chappie, mniej osiągnięty niż District 9. Jego klęska nie jest klęską wizji, lecz zaangażowania. Zostaje koncepcja — żywa, osobliwa, warta próby — i dowód, że oko Blomkampa na wizualną gramatykę pozostaje ostrzejsze niż jego instynkt narracyjny.

Tagi: , , , , ,

Dyskusja

Jest 0 komentarzy.