Filmy

Jestem Frankelda: pierwszy meksykański pełnometrażowy film poklatkowy trafia na Netflix na cały świat

Veronica Loop

Francisca Imelda pisała opowieści grozy w kraju, który nie miał półki dla kobiety piszącej opowieści grozy. Przyjęła więc imię o twardych spółgłoskach i potwornym rodowodzie, Frankelda, i pisała dalej wbrew ciszy zaplanowanej na zawsze. Jestem Frankelda zaczyna się od tego okrucieństwa, a potem robi coś dziwniejszego niż zemsta: wciąga swoją bohaterkę, już jako ducha, do jedynego królestwa, które kiedykolwiek potraktowało ją poważnie, do tego, które zbudowała jej własna wyobraźnia.

YouTube video

W tym królestwie potwory należą do niej. Każde stworzenie krążące po korytarzach to postać, którą wymyśliła, a czytelnicy zlekceważyli; udręczony książę Herneval potrzebuje dokładnie tego talentu, którym wzgardził świat żywych: jej umiejętności pisania, utrzymania szwu między królestwem fikcji a królestwem istnienia, zanim oba się zawalą. Założenie jest baśniowe. Argument pod spodem już nie. Jej wyobraźnia nigdy nie była problemem; była nim publiczność.

Metoda czyni ten argument dosłownym i to najtrafniejsza decyzja filmu. Jestem Frankelda to pierwszy pełnometrażowy film poklatkowy zrealizowany w całości w Meksyku, składany przez studio Cinema Fantasma przez cztery lata z ponad 140 lalek i około pięćdziesięciu planów. Bracia Roy i Arturo Ambriz obciążyli hipoteką rodzinny majątek, by go dokończyć. Animacja poklatkowa to najwolniejszy i najbardziej ręczny sposób poruszania obrazem, a film czyni z tej powolności tezę: wzgardzone wnętrze kobiety, odbudowane przedmiot po przedmiocie, aż nagromadzona na ekranie praca ośmiesza dawną pogardę.

Guillermo del Toro unosi się nad projektem jako mentor i nazwisko otwierające drzwi, a film jest mu zadedykowany. Ale to nie jest film del Toro, a szufladkowanie go w ten sposób powtarza pierwotny błąd. Autorstwo należy do braci Ambriz, a wewnątrz fikcji do tej pisarki, której imię musiało być przebraniem, zanim mogło stać się tytułem.

To rana, którą baśń wciąż naciska. Frankelda to pseudonim z echem Frankensteina, taktyka przetrwania każdej kobiety, która potrzebowała męskiej sylwetki, by być czytaną, a bracia Ambriz osadzają go w na wskroś meksykańskim gotyku, gdzie zmarli, wyobrażone i żywi dzielą te same pokoje. Królestwo może dać Francisce Imeldzie uznanie, którego odmówił jej wiek. Czego nie może, to oddać jej tego wieku.

Warto pamiętać, skąd to wszystko się wzięło. Frankelda narodziła się w 2021 roku jako pięcioodcinkowy miniserial dla Cartoon Network i HBO Max, w którym każdy odcinek przedstawiał innego potwora. Film go nie streszcza, lecz przekierowuje. Strachy, które przychodziły pojedynczo, splatają się tu w jeden autorski łuk, a dzieło przechodzi od antologii koszmarów do ciągłego portretu tej, która je opowiada.

W sposobie, w jaki dociera do widza, kryje się ironia. Przedmiot z premedytacją rzemieślniczy, wyhodowany na festiwalach, nagrodzony na Fantasii, pokazany w meksykańskich kinach, zanim pół świata poznało jego nazwę, trafia teraz na największą skalę, jaką oferuje dystrybucja. Najmniej przemysłowa metoda na planecie dostaje najbardziej przemysłową półkę, jaka istnieje, i tym razem ta niewspółmierność schlebia obu stronom: Netflix zyskuje film, którego żaden algorytm by nie zatwierdził, a Cinema Fantasma zyskuje światową publiczność odmówioną jej bohaterce.

Jestem Frankelda zadebiutuje na całym świecie na Netflixie 12 czerwca 2026 roku, po pokazach w meksykańskich kinach w 2025. Wyreżyserowany przez Roya i Arturo Ambrizów dla Cinema Fantasma z Warner Bros. Discovery, hiszpańskojęzyczny film trwa około 103 minut i rozwija serial studia. Głosu Frankeldzie użycza Mireya Mendoza, a u jej boku Arturo Mercado Jr. i Luis Leonardo Suárez jako Herneval oraz Carlos Segundo i Beto Castillo wśród stworów.

Zakład filmu brzmi: opowieść o byciu nieczytanym to najpewniejsza droga, by zostać zobaczonym. Sądząc po tym, jak został zbudowany, zakład jest wygrany, zanim świat naciśnie play.

Tagi: , ,

Dyskusja

Jest 0 komentarzy.