Filmy

Interstellar: Nolan zamienia teorię względności w najokrutniejszy zegar w science fiction

Jun Satō

Statek wisi przed ścianą wody pod niebem w kolorze łupka i przez chwilę nie porusza się nic prócz fali rosnącej z tyłu. Potem zaczyna wzbierać fala wielka jak pasmo gór, a słychać tylko oddech w kasku i organy trzymające jedną długą, drżącą nutę. Interstellar jest zbudowany z takich obrazów — mała ludzka sylwetka wobec czegoś dość ogromnego, by ją wymazać — i ufa, że obraz udźwignie sens.

Zakład Christophera Nolana brzmi: twarda fizyka potrafi poruszyć tak samo pewnie jak zbliżenie. Film wysyła byłego pilota przez tunel czasoprzestrzenny w poszukiwaniu świata, do którego ludzkość mogłaby uciec, a jego prawdziwym tematem jest czas: blisko czarnej dziury godzina na powierzchni kosztuje dekady na Ziemi. Względność przestaje być pojęciem z podręcznika i staje się najokrutniejszym zegarem gatunku — każda minuta misji to lata z życia jego dzieci, których nigdy nie odzyska.

YouTube video

Obraz i dźwięk

Nakręcony przez Hoytego van Hoytemę na taśmie IMAX 70 mm i anamorficznej, kadr jest ogromny i dziwnie namacalny: lód, kurz, pola kukurydzy, porysowany plastik kokpitu. Czarna dziura, Gargantua, jest sercem filmu: stworzyła ją firma efektów Double Negative na podstawie równań dostarczonych przez fizyka Kipa Thorne’a, a jej aureola zakrzywionego światła zbliżyła się do prawdziwej nauki na tyle, że zasiliła publikowane prace. Nad wszystkim Hans Zimmer gra na organach kościelnych, zamieniając zwykłą fanfarę filmu kosmicznego na coś bliższego liturgii. Tu rzemiosło nie jest ozdobą: jest argumentem.

Twarze, które liczą

Matthew McConaughey daje filmowi grunt. Scena, w której za jednym razem ogląda dwadzieścia trzy lata wiadomości wideo od dzieci — starzeją się na jego oczach, podczas gdy on nie — to najlepsza rzecz, jaką zagrał, rola zbudowana niemal wyłącznie na słuchaniu. Jessica Chastain dźwiga wściekłość dorosłej już córki, Michael Caine wnosi ciężar starej pewności, która gnije aż do kłamstwa, a Anne Hathaway dostaje najbardziej ryzykowną kwestię filmu: że miłość może być siłą zdolną przekraczać wymiary. To, czy ją przyjmiesz, jest zawiasem, na którym wszystko się obraca.

Dziesięć lat później jego ślad jest wszędzie: w tym, jak wielkie kino znów zaczęło traktować prawdziwą fizykę poważnie, w pokoleniu, które wyrażenie „dylatacja czasu” poznało w kinie, a nie w szkole. Wprowadził tunel czasoprzestrzenny i tesserakt do potocznej rozmowy i dowiódł, że studyjny blockbuster może stać na równaniu i mimo to sprzedać bilety w setkach milionów. Niewiele filmów science fiction celowało od tamtej pory tak wysoko przy tak małej ironii.

Interstellar (2014), reżyseria Christopher Nolan
Interstellar (2014), reżyseria: Christopher Nolan.

Dlaczego zasługuje na ocenę

Nie jest bez skazy. Trzeci akt sięga po wzniosłość, a czasem chwyta sentyment; scenariusz nadto tłumaczy własną fizykę, a potem prosi, by największy skok przyjąć na wiarę. Te ograniczenia są realne i trzymają film tuż pod ścisłą czołówką. Ale ambicja jest szczera, a rzemiosło pełne — film gotów ryzykować, że wyjdzie naiwnie, byle dać coś poczuć, i przeważnie to osiąga. Działa jako widowisko, jako idea i, w najcichszej scenie McConaugheya, jako żałoba.

Interstellar miał premierę w 2014 roku, w reżyserii Christophera Nolana i według scenariusza napisanego z bratem Jonathanem, zdjęcia Hoyte van Hoytema, muzyka Hans Zimmer. Występują Matthew McConaughey, Anne Hathaway, Jessica Chastain i Michael Caine; film trwa 169 minut i z pięciu nominacji zdobył Oscara za najlepsze efekty specjalne.

Tagi: , , ,

Dyskusja

Jest 0 komentarzy.