Filmy

Moon to kameralne science fiction, które boli bardziej niż jakikolwiek efekt specjalny

Debiut Duncana Jonesa (2009) czyni z Sama Rockwella całą obsadę.
Martha O'Hara
Dodaj nas w Google

Sam Bell budzi się w izbie chorych stacji Sarang, na odległej stronie Księżyca, i nie pamięta wypadku, w którym rozbił łazik. Tak zaczyna się „Moon”, reżyserski debiut Duncana Jonesa, napisany przez Nathana Parkera na podstawie historii Jonesa. Sam Rockwell gra człowieka, który chciał tylko doczekać końca kontraktu, a dostaje pytanie, kim właściwie jest.

Fabuła jest prosta. Ziemia rozwiązała kryzys energetyczny dzięki helowi-3 wydobywanemu na Księżycu, a stacja Sarang do pracy potrzebuje jednego człowieka. Sam zbliża się do końca trzyletniego kontraktu i marzy o powrocie do domu. Łączność na żywo z Ziemią jest uszkodzona, więc zostają mu tylko nagrane wiadomości od żony Tess, która była w ciąży z ich córką Eve, kiedy wyjeżdżał. Towarzyszy mu wyłącznie GERTY, komputerowy pomocnik z głosem Kevina Spacey’ego. Potem przychodzą halucynacje, wypadek i drugi Sam Bell, którego bohater znajduje w rozbitym łaziku.

YouTube video

Jones zamyka film w jednym miejscu i ma z tego zarówno zysk, jak i stratę. Przemysłowe wnętrza stacji i pusty księżycowy krajobraz na zewnątrz sprawiają, że samotność jest niemal namacalna, a każda rozmowa z GERTY nabiera wagi, bo Sam nie ma z kim innym rozmawiać. Muzyka Clinta Mansella, z motywem „Welcome to Lunar Industries”, podtrzymuje ten nastrój i nie narzuca się. Ale ciasna przestrzeń w końcu męczy. Dekoracje się powtarzają, a niektóre sceny trwają dłużej, niż trzeba.

Cały film opiera się na Rockwellu. Jego Sam nie jest bohaterem, tylko zmęczonym człowiekiem, który tęskni za domem i rozmawia z komputerem, żeby nie stracić rozumu. Gdy pojawia się sobowtór, aktor musi grać naprzeciw samego siebie, i robi to bez przesady, nie wyolbrzymiając ani samotności, ani paranoi. Kłótnia dwóch Samów, która przechodzi w szarpaninę, to moment, w którym film odsłania, o co naprawdę gra. Zaraz po niej GERTY wyjawia, że obaj są klonami oryginalnego Sama Bella.

Najciekawszą postacią drugoplanową jest właśnie GERTY. Spacey nie nadaje głosowi żadnej jawnej groźby i dlatego trudno ocenić, po czyjej stronie stoi ta maszyna. Sam słyszy, jak asystent rozmawia na żywo z kierownictwem firmy, choć łączność z Ziemią miała być zerwana, i od tej chwili prowadzi własne śledztwo: udaje nagły wypadek, żeby GERTY wypuścił go na zewnątrz. Później ten sam komputer pomaga starszemu z dwóch Samów dotrzeć do nagrań po wcześniejszych klonach. Ta relacja jest bardziej dwuznaczna, niż sugeruje uprzejmy ton.

„Moon” ma jednak słabsze momenty. Tempo jest powolne, czasem wolniejsze, niż wymaga historia, a poszukiwania w okolicy stacji, podczas których obaj Samowie znajdują nadajnik zakłócający łączność z Ziemią, się dłużą. Informacja o klonowaniu pada tonem tak spokojnym, że widz, który domyślił się jej wcześniej, nie dostaje nic nowego. Za to gdy jeden z Samów trafia do ukrytego pomieszczenia z setkami klonów w hibernacji, korporacyjna logika uderza mocniej niż sama niespodzianka: pracownik tańszy i łatwiejszy do wymiany, bez kosztów szkolenia i wożenia na Księżyc nowych astronautów. Film działa lepiej jako oskarżenie korporacji niż jako historia z zaskakującym zwrotem.

Premiera odbyła się na festiwalu Sundance w 2009 roku, a 12 czerwca film trafił do wybranych kin w Nowym Jorku i Los Angeles. 10 lipca dystrybucję rozszerzono na kolejne sale w Stanach Zjednoczonych, a w Wielkiej Brytanii „Moon” pojawił się 17 lipca. Przy skromnym budżecie zarobił niecałe 10 milionów dolarów na całym świecie, czyli niewiele, jeśli zestawić to z uwagą, jaką zwrócił na siebie u krytyków. Chwalili oni przede wszystkim Rockwella. Film dostał nominację do nagrody BAFTA dla najlepszego brytyjskiego filmu, a w 2010 roku Nagrodę Hugo za najlepszą prezentację dramatyczną. Historię kontynuował później „Mute” z 2018 roku, film rozwijający wydarzenia z „Moon”, oraz powieść graficzna „Madi: Once Upon a Time in the Future” z 2020 roku.

Jako debiut „Moon” nie jest bez wad: druga połowa powtarza to, co widz już wie, i nie zawsze wie, co zrobić z własnym pomysłem. Ale Jones potrafi zostawić na ekranie ciszę i pustkę, żeby mówiły za niego, a Rockwell dostał rolę, dla której samej warto ten film obejrzeć. Za niewielkie pieniądze powstała rzecz, po której chce się zobaczyć następną pracę reżysera.

Obsada

Zdjęcia: The Movie Database (TMDB)

Tagi: , , , , ,

Dodaj nas w Google

Dyskusja

Jest 0 komentarzy.