Filmy

Carter robi wrażenie bijatyką w łaźni, ale gubi się we własnym scenariuszu

Netflixowy thriller akcji Jung Byung-gila (2022) z Joo Wonem.
Martha O'Hara
Dodaj nas w Google

Carter otwiera się w motelowym pokoju w Seulu: łóżko zalane krwią, na nim mężczyzna z bliznią w kształcie krzyża z tyłu głowy. W uchu odzywa się kobiecy głos i mówi mu, że jeśli chce przeżyć, ma robić, co mu każe. To początek filmu Jung Byung-gila, koreańskiego thrillera akcji osadzonego w czasie pandemii, która wybuchła w strefie zdemilitaryzowanej, zdewastowała już Stany Zjednoczone i Koreę Północną, a zarażonych zmienia w agresywnych, niemal zombiastych szaleńców.

Bohater, grany przez Joo Wona, niczego z przeszłości nie pamięta. W głowie ma tajemnicze urządzenie, a w ustach bombę. Agenci CIA, którzy wpadają do pokoju, chcą wiedzieć, gdzie jest doktor Jung Byeong-ho. Carter nie ma pojęcia, kim jest ten człowiek, ani kim jest on sam. Głos w uchu podaje mu imię, a CIA po jakimś czasie inne: Michael Bane, dawny szpieg uznany za zabitego w Syrii. Kto mówi prawdę, a kto go po prostu wykorzystuje, to pytanie, które trzyma film przy życiu.

YouTube video

Sam pomysł na bohatera to znany z kina szablon: człowiek bez pamięci, którym sterują obce siły. Interesujące jest tu raczej to, jak mało mu daje do powiedzenia scenariusz. Bomba w ustach i urządzenie w głowie tworzą napięcie na pierwszych minutach, ale z czasem stają się raczej rekwizytami niż źródłem grozy. Scenariusz, napisany przez Jung Byung-gila razem z Jung Byeong-sikiem, próbuje spiąć kilka wątków naraz: tajną operację, wojskowy zamach stanu w Korei Północnej, wyścig o szczepionkę. Raz po raz gubi się we własnych zwrotach akcji.

Najlepsze są walki. Scena w publicznej łaźni, w której Carter odpiera atak prawie setki gangsterów, jest dopracowana, brutalna i dobrze czytelna, a Joo Won pokazuje w niej, na co go stać fizycznie. Podobną energię ma później starcie w obiekcie biomedycznym, gdzie bohater musi walczyć jednocześnie z zarażonymi i z żołnierzami generała. Nie bez powodu to właśnie sekwencje akcji, zdjęcia i występ Joo Wona zebrały po premierze najwięcej pochwał.

O wiele gorzej wypada fabuła. Film mógłby opowiadać o tożsamości, o człowieku, którego wspomnienia stały się narzędziem w cudzych rękach, ale na to nie ma czasu. W zamian dostajemy objaśnienia podawane w wyznaczonych momentach i kolejne frakcje do zapamiętania. Im więcej nazwisk i tajemnic, tym mniej w tym wszystkim ludzkiego ciężaru.

Cierpią na tym postacie drugoplanowe. Han Jung-hee, grana przez Jeong So-ri, przez większość filmu jest tylko głosem w uchu Cartera: instruuje, wyjaśnia, popędza, ale prawie nic nie czuje, przynajmniej tak, żeby to było widać. Doktor Jung Byeong-ho (Jung Jae-young) to ojciec, który myśli wyłącznie o szczepionce. Jego córka Ha-na, wyleczona przez niego, a potem zaginiona w drodze do laboratorium w Korei Północnej, pozostaje bardziej celem misji niż człowiekiem. Do Yeong-seo gra to, co ma napisane, czyli osobę, która ma głównie zostać uratowana.

Lee Sung-jae wciela się w północnokoreańskiego generała Kim Jong-hyeoka, który zdradza Cartera i Han Jung-hee i szykuje przewrót. To mogłoby być mocne starcie z przeciwnikiem z prawdziwego zdarzenia, ale rola nie wychodzi poza zarys ambitnego wojskowego, a aktor, zwykle ciekawy, nie ma z czego go zbudować. Camilla Belle jako Agnes i Mike Colter jako Smith pojawiają się w amerykańskim wątku bez wyraźnego śladu.

Reżyseria Jung Byung-gila najlepiej broni się wtedy, gdy kamera ma nadążyć za walką, i zdjęcia zasługują na pochwały. Poza scenami akcji film jakby unika ciszy. Przerwy między bijatykami wypełniają dialogi tłumaczące fabułę oraz emocjonalne momenty, które pędzą naprzód, choć potrzebowałyby oddechu. Efekt męczy: ma się wrażenie, że większość tego, co film miał do pokazania, zobaczyło się jeszcze przed połową.

Carter trafił na Netflix 5 sierpnia 2022 roku i dostał recenzje od mieszanych do negatywnych. Krytycy chwalili sceny akcji, zdjęcia i Joo Wona, a zarzucali fabule i scenariuszowi brak spójności. Trudno się z tym kłócić. Film nie ma scenariusza na miarę swojej ambicji, a po seansie zostają w pamięci pojedyncze walki, nie bohaterowie.

Pomysł wirusa, który wyszedł ze strefy zdemilitaryzowanej, mógłby opowiadać o napięciu między dwiema Koreami, a wątek rodziny Cartera w finale próbuje dać filmowi osobistą stawkę. Te motywy pozostają jednak tłem dla akcji, a nie tematem potraktowanym poważnie. Pandemia jest pretekstem; ludzie, którzy przez nią przechodzą, nigdy nie stają się czymś więcej.

Ostatecznie Carter sprawdza się jako widowisko akcji, nie jako thriller o pamięci i lojalności. Kto chce półtorej godziny solidnie wykonanych bijatyk, nie powinien się zawieść. Kto liczy na historię, która zostanie z nim na dłużej, dostanie mniej, niż film obiecuje.

Obsada

Zdjęcia: The Movie Database (TMDB)

  • 도영서 — Ha-na

Tagi: , , , , ,

Dodaj nas w Google

Dyskusja

Jest 0 komentarzy.