Filmy

Na ratunek piłkarzom to kieszonkowy Space Jam, który śmieszy tylko wtedy, gdy jest najgłupszy

Animacja Mitcha Schauera z 2022 roku zderza Zlatana, Rapinoe i "Weird Ala" ze śluzowymi potworami.
Martha O'Hara
Dodaj nas w Google

Film zaczyna się od komentatora, który zastanawia się, kto zdobędzie All-Star Cup dla największej gwiazdy wszech czasów. Artsfuse pisze, że ten żart jest śmieszniejszy za każdym razem, gdy wraca, i trudno się z tym nie zgodzić: absurd jest zadeklarowany od pierwszej sceny. „Na ratunek piłkarzom” (w oryginale The Soccer Football Movie) to animacja Mitcha Schauera, która nie ma żadnych ambicji poza zwariowaną farsą w duchu Looney Tunes. Tytuł bawi się dwiema nazwami tego samego sportu, soccer po amerykańsku i football w reszcie świata, a High on Films słusznie widzi w tej różnicy punkt wyjścia całej opowieści. Artsfuse ceni film właśnie za brak pretensji, Decider uważa, że wychodzi mu to nieco gorzej. Ja stoję bliżej pierwszego krytyka: to głupota uprawiana z pełnym przekonaniem, a na 73 minuty taki rodzaj szczerości wystarcza.

Fabuła mieści się w jednym zdaniu. Szalony naukowiec, „Weird Al” Yankovic, rozsyła w piłkach zielone potwory, żeby kraść talent największym gwiazdom futbolu, wśród nich Zlatanowi Ibrahimoviciowi i Megan Rapinoe, którzy sami użyczają głosu własnym postaciom. Ratować idoli ma czworo małych fanów. Decider nazywa film współczesnym Space Jam, w którym piłkarze zastępują Michaela Jordana, a szalony naukowiec kosmitów. Porównanie trafia: ten sam schemat i ta sama głupota z premedytacją. Artsfuse wspomina drugiego Space Jama wyłącznie jako przykład katastrofy i pyta, co się stało z dawnymi farsowymi gagami, choćby z kowadłem spadającym na głowę „supergeniusza”. Schauer próbuje tę tradycję wskrzesić i w najlepszych momentach mu się to udaje.

YouTube video

Najlepszy z tych momentów opisuje Decider. Zlatan otwiera pudełko z prezentem i woła radośnie: „Prezent! Co to? Mam nadzieję, że plecak odrzutowy!”. W środku siedzi zmutowany ślimak, który odbierze mu moc. Gdy ta ucieka, gwiazdor jęczy: „Co się dzieje? To nowy strój!”. Scena działa, bo Ibrahimović ani na chwilę nie boi się zrobić z siebie błazna. Artsfuse pisze o przerysowanym narcyzie, który popisuje się nawet przed czwórką dzieciaków, i zaznacza, że piłkarz świetnie się w tej roli bawi. Widać to w głosie. Samokrytyka nie jest tu zresztą potrzebna: skoro jego zarozumiałość jest głównym żartem, każda kolejna katastrofa, która go spotyka, śmieszy bardziej.

Gorzej mają dzieci. Artsfuse uważa je za najnudniejszy element opowieści, ale przyznaje, że ktoś musi grać tego poważnego. Według tego samego krytyka mają od 10 do 12 lat i prowadzą firmę zwalczającą szkodniki o nazwie „Creature Catchers”. High on Films opisuje, jak podchodzą do piłkarzy, stojąc sobie na ramionach i udając wysokiego dorosłego z dziecięcą twarzą, a w pokoju zawodników Zana imponuje Zlatanowi umiejętnościami bramkarskimi, natomiast Nautai żonglerką. To sympatyczne detale, ale na nich się kończy. Postacie zostają typami, a krótki czas filmu nie daje im szansy, żeby były czymś więcej niż widownią dla gwiazd.

Głównym atutem pozostaje Yankovic. Decider uważa go za prawdziwą gwiazdę, zawodowca, który umie wycisnąć wszystko z głupiej sytuacji i z apetytem pożera animowane dekoracje. Dodaje, że to nie jego najlepsza rola tego miesiąca, bo lepiej wypada w biograficznym Weird na Roku Channel, ale jego obecność i tak jest mile widziana. Artsfuse zauważa, że animowany naukowiec wygląda zupełnie jak młodsza wersja komika. Po co właściwie chce zostać najlepszym piłkarzem? Artsfuse odpowiada bez ogródek: kto to wie i kogo to obchodzi. W świecie rządzonym logiką Looney Tunes motywacja nie wymaga uzasadnienia, a film nawet nie próbuje jej dostarczyć. Słusznie, bo każda minuta wyjaśnień byłaby minutą mniej dla Yankovica.

Słabości są równie czytelne. Decider zwraca uwagę, że humor i ton trafią co najwyżej do dzieci w wieku 10 lat i młodszych, a film mocno opiera się na gwiazdach, które tak młodzi widzowie słabo znają. Ten sam krytyk pisze o agresywnej głupkowatości i o upychaniu tylu chwytliwych haseł, ile się da. Plugged In zauważa, że znane głosy z pewnością przyciągną widzów, czyli nazwiska sprzedają ten film bardziej niż fabuła. Artsfuse chciałby, żeby warstwie wizualnej poświęcono więcej uwagi, choć dodaje, że film jest na tyle zabawny, iż trudno mieć o to żal.

Poważniejszy problem, jak na film familijny, to strach. Common Sense Media ostrzega, że przemoc może być zbyt mocna dla docelowej widowni. Zlatan, Rapinoe i Yankovic zmieniają się w ogromne, zielone wersje samych siebie, z kłami i wściekłymi oczami, które z warkotem rzucają się ku kamerze. Są potworne ślimaki, ożywiony kucyk z włosów, pościgi, człowiek z wirującą piłą do kości i na koniec boss przypominający pająka i skorpiona, z dwoma rzędami zębów i okiem zawieszonym w głębi paszczy. Ten sam serwis odnotowuje też, że jeden ze ślimaków gryzie szczeniaka w głowę, ale po sekundzie puszcza i pies jest cały. W tle wraca żart o puszczaniu gazów. Tu film się myli: farsa w stylu Looney Tunes opiera się na tym, że nikt naprawdę nie cierpi, a groźne zęby skierowane w kamerę rozmywają ten układ.

Mój werdykt jest więc jednoznaczny. „Na ratunek piłkarzom” to film wyłącznie dla widza zwanego fanem piłki, który skończył kilka lat i nie przestraszy się mutantów. Dla niego to szybka, głośna zabawa z kilkoma naprawdę dobrymi gagami, zwłaszcza wokół Zlatana i samego Weird Ala. Dla starszych dzieci będzie za głupi, dla młodszych miejscami za straszny, a dorosłym wystarczy obejrzeć scenę z prezentem.

Tagi: , , , , ,

Dodaj nas w Google

Dyskusja

Jest 0 komentarzy.