Autorzy

George Orwell, którego przestrogi przed totalitaryzmem czytamy z drżeniem

Penelope H. Fritz
George Orwell
George Orwell
Photo: Cassowary Colorizations / CC BY 2.0, via Wikimedia Commons
Urodzony25 czerwca 1903
Motihari, British India
Zmarł21 stycznia 1950 (46)
ZawódPisarz i dziennikarz

Najważniejsza powieść XX wieku została napisana na maszynie przez umierającego człowieka w wiejskim domu bez bieżącej ciepłej wody, na szkockiej wyspie dwanaście mil od najbliższego lekarza, podczas jednej z najbardziej deszczowych zim, jakie pamiętali mieszkańcy Jura. George Orwell już kaszlał krwią, gdy w grudniu 1948 roku wysłał maszynopis Roku 1984 do swojego wydawcy. Miał czterdzieści pięć lat i był nosicielem gruźlicy od co najmniej dekady. Za trzynaście miesięcy miał umrzeć. Książka, która ostrzegła świat przed inwigilacją, propagandą i niszczeniem języka, powstała właśnie w takich warunkach: w wyścigu z czasem, w ciele, które się poddawało.

Eric Arthur Blair – który ostatecznie zmienił nazwisko na cześć rzeki w Suffolk i angielskiego patrona – urodził się 25 czerwca 1903 roku w Motihari, w Prezydencji Bengalu w Indiach Brytyjskich, jako syn Richarda Walmesleya Blaira, podzastępcy agenta ds. opium w Indyjskiej Służbie Cywilnej. Rodzina była, jak sam Orwell precyzyjnie to ujął, „niższą klasą wyższą średnią” – na tyle wykształconą, by dotkliwie odczuwać podziały klasowe, i na tyle zamożną, by odczuwać dystans do prawdziwego bogactwa. Matka przywiozła go do Anglii, gdy miał rok. Do Indii powrócił tylko raz, w najbardziej alienujący możliwy sposób: jako mundurowy przedstawiciel imperium, które już ukształtowało rodzinę Blairów.

Orwell zdobył stypendium do Eton, które ukończył w 1921 roku razem z Cyrilem Connollym, który później stał się jednym z jego najbardziej surowych krytyków. Czas spędzony w Eton dał mu precyzję obserwacji wiecznego outsidera – obecnego wśród klasy rządzącej, ale nigdy w pełni do niej nienależącego. Odrzucił studia uniwersyteckie i wstąpił do Indyjskiej Policji Cesarskiej w Birmie, częściowo dlatego, że rodziny nie było stać na Oksford, częściowo dlatego, że nie mógł znieść myśli o pogodzeniu się z tym, co system klasowy mu wyznaczył. Służył pięć lat, awansując na zastępcę nadinspektora okręgu, i to, co tam zobaczył – twarze więźniów, ciała powieszonych, mechanizm, w którym policjant strzela do słonia nie dlatego, że słoń tego wymaga, ale dlatego, że tłum patrzący sprawia, iż jest to konieczne – nie opuściło go nigdy.

W 1927 roku zrezygnował z policji i spędził kolejne lata w dobrowolnym ubóstwie – najpierw w Paryżu, zmywając naczynia w hotelowych kuchniach jako plongeur, potem w Londynie, przemieszczając się między noclegowniami i tanimi pensjonatami. Nie był to przypadek, lecz świadomy eksperyment: Orwell chciał zrozumieć podszewkę gospodarek, które wcześniej pomagał nadzorować. Rezultatem, opublikowanym w 1933 roku pod pseudonimem George Orwell (przyjętym, by oszczędzić rodzinie wstydu), była książka Włóczęga w Paryżu i Londynie. Było to pierwsze pojawienie się nazwiska, które miało całkowicie przetrwać Erica Blaira – człowieka, który tak dokładnie się wymazał, że jego przybrana persona stała się odtąd duchem, przez którego odczytywana jest cała jego polityka.

Wczesne powieści – Birmańskie dni w 1934, Córka proboszcza w 1935, Niech kwitną mimozy w 1936 – odniosły skromny sukces handlowy, ale zostały zauważone przez krytykę; każda z nich uwypuklała napięcie między indywidualnym sumieniem a presją instytucji. Tym, co odmieniło zarówno Orwella, jak i jego twórczość, była Hiszpania. W grudniu 1936 roku wraz z żoną Eileen O’Shaughnessy wyjechał do Barcelony, gdzie zaciągnął się do milicji POUM, antystalinowskiej partii marksistowskiej walczącej u boku Republiki Hiszpańskiej przeciwko frankistom. Nie był dziennikarzem obserwującym z dystansu. Był w okopach, na mrozie, strzelał słabo i był ostrzeliwany. W maju 1937 roku w Huesce trafił go w gardło pocisk snajpera frankistowskiego. Przeszedł milimetr od tchawicy. Przeżył o włos – gdyby pocisk poszedł inaczej, po George’u Orwelu zostałoby tylko dwie powieści i kilka esejów.

Rana, oprócz trwale uszkodzonego głosu, dała mu też jasność co do stalinizmu. Stłumienie POUM przez komunistów w Barcelonie w maju 1937 roku, które widział na własne oczy i któremu wraz z Eileen ledwo uszedł, było wydarzeniem, które zmieniło go z mgliście sympatyzującego socjalisty w jednego z najbardziej przenikliwych krytyków systemu sowieckiego w języku angielskim. Hołd dla Katalonii, opublikowany w 1938 roku, to najuczciwszy pamiętnik wojenny stulecia: natychmiastowy, konkretny, gotów przyznać się do dezorientacji i porażki, a przy tym miażdżący w opisie, jak rewolucyjny idealizm zostaje zmielony przez politykę partyjną. Za życia Orwella sprzedano około 900 egzemplarzy. Wydawca Victor Gollancz odmówił nawet rozpatrzenia rękopisu, obawiając się, że zaszkodzi on relacjom brytyjskiej lewicy z ZSRR.

W 1936 roku, na zlecenie Left Book Club, Orwell spędził dwa miesiące w przemysłowej północnej Anglii, dokumentując życie górników i długotrwale bezrobotnych. Droga na molo w Wigan, opublikowana w 1937 roku w nakładzie 44 000 egzemplarzy w ramach klubu – jego największa publiczność do tamtej pory – pozostaje najbardziej wnikliwą anglojęzyczną diagnozą klasowości. Pierwsza połowa to precyzyjny reportaż; druga połowa kieruje analizę na samą angielską lewicę socjalistyczną, dowodząc, że jej doktrynę przesiąkła drobnomieszczańska protekcjonalność i intelektualne snobowanie. Gollancz czuł się z tą tezą tak niekomfortowo, że napisał przepraszający wstęp, dystansując się od drugiej połowy książki, którą sam zamówił, opłacił i wydrukował.

Folwark zwierzęcy, który Orwell napisał między listopadem 1943 a lutym 1944 roku, to dzieło, które przyniosło mu sławę i które najbardziej zawstydzało jego wcześniejsze życie polityczne. Wybrał formę bajki – mówiące zwierzęta, farma, rewolucja – ponieważ chciał, by alegoria polityczna była nie do uniknięcia, i ponieważ baśń to najstarsza dostępna forma mówienia prawdy. Alegoria jest precyzyjna: każde zwierzę, każde wydarzenie, każda zdrada odpowiada konkretnej postaci lub momentowi w historii Związku Radzieckiego. A jednak czterech wydawców odrzuciło rękopis. Gollancz odmówił z powodu krytyki Stalina. Jonathan Cape odmówił po konsultacji z anonimową osobą z Ministerstwa Informacji. T.S. Eliot w Faber and Faber odrzucił książkę, uznając, że punkt widzenia powieści nie jest „właściwym rodzajem krytyki”. Opublikowało ją dopiero Secker & Warburg w sierpniu 1945 roku, kilka tygodni po zakończeniu wojny. Pierwszy nakład wyprzedał się natychmiast. W ciągu roku książkę tłumaczono na dwadzieścia języków, kilka z nich przez rządy mające własny interes w bajce o zwierzętach przejmujących władzę od ludzi, a potem przejmujących ją od siebie nawzajem.

Rok 1984 to książka, którą Orwell pisał w najdosłowniejszym sensie na czas. W 1946 roku jego gruźlica była zaawansowana. Wycofał się do Barnhill, odległego wiejskiego domu na wyspie Jura w Hebrydach Wewnętrznych, pięknej i surowej, oddalonej o trzy godziny drogi, a potem jeszcze morza od najbliższego szpitala. Pracował nad powieścią w okresach, gdy ledwo mógł utrzymać pióro, podtrzymując się determinacją kogoś, kto wiedział, co się stanie, jeśli przestanie. W listopadzie 1947 roku całkowicie się załamał i spędził sześć miesięcy w szpitalu Hairmyres w Glasgow. Wrócił na Jurę w lipcu 1948 roku, wciąż chory, i sam przetłumaczył na maszynie ostateczną wersję manuskryptu, ponieważ nie mógł znaleźć maszynistki gotowej odbyć podróży do Barnhill. Maszynopis trafił do Secker & Warburg w grudniu 1948 roku. Tytuł był odwróconym rokiem. Książka ukazała się 8 czerwca 1949 roku. Wówczas Orwell przebywał już w sanatorium Cotswold w Cranham, a następnie w szpitalu University College w Londynie, gdzie 13 października 1949 roku poślubił Sonię Brownell – trzy miesiące przed śmiercią. Miał plany wyjazdu do szwajcarskiego sanatorium. Miał plany napisania kolejnych książek. Zmarł 21 stycznia 1950 roku.

Sprzeczności w życiu Orwella nie umniejszają jego twórczości, ale komplikują ją w sposób, który poważni czytelnicy są mu winni nie ignorować. Był synem absolwenta Eton i urzędnika kolonialnego, który postanowił pisać głosem klasy robotniczej – wybór ten zawsze był po części występem, jakkolwiek szczere były jego intencje. Przez większą część kariery dowodził, że socjalistyczna inteligencja jest protekcjonalna i służy własnym interesom. A jednocześnie, wiosną 1949 roku, umierając w szpitalnym łóżku, sporządzał listę. Celia Kirwan, urzędniczka Foreign Office pracująca w Information Research Department, odwiedziła go na jego prośbę. Podał jej listę 38 nazwisk osób, które uważał za nieodpowiednie do pracy w IRD przy propagandzie antyradzieckiej. Na liście znaleźli się Charlie Chaplin, Paul Robeson i J.B. Priestley. Lista nie została opublikowana do 1996 roku. Od tego czasu jest regularnie przywoływana przez krytyków, którzy widzą w niej głęboką, niemal klasyczną ironię: człowiek, który wymyślił termin „zbrodnia myśli”, współpracował, umierając, z rządową operacją wywiadowczą. Jego obrońcy argumentują, że jego sprzeciw wobec stalinowskiej propagandy był szczery i konsekwentny, że IRD nie było tym samym co Policja Myśli, i że konsekwencji nie należy wymagać od człowieka, któremu zostały miesiące życia. Obie tezy można utrzymywać jednocześnie, bez unieważniania którejkolwiek.

Lista dowodzi również, że słownik orwellowskiego oporu – „Wielki Brat”, „podwójne myślenie”, „nowomowa”, „zbrodnia myśli”, „pokój 101”, „dziura pamięci”, „nieosoba” – został stworzony przez człowieka, którego instynkty polityczne zawsze były bardziej skomplikowane, niż pozwala na to jego reputacja. Słowa te zostały później zawłaszczone przez niemal każdą tendencję polityczną do opisywania swoich przeciwników. Rządy przywołują „orwellowskie” do charakteryzowania krytyków. Krytycy przywołują je do charakteryzowania rządów. Korporacje przywołują je przeciwko regulatorom. Libertarianie przywołują je przeciwko korporacjom. Sam Orwell przewidział to w swoim eseju z 1946 roku „Polityka a język angielski”, w którym dowodził, że język polityczny „ma na celu sprawić, by kłamstwa brzmiały prawdziwie, a morderstwo – szlachetnie, oraz nadać pozór solidności czystemu wiatrowi”. Esej ten wciąż jest najużyteczniejszym przewodnikiem po prozie politycznej, jaki kiedykolwiek napisano. Jest też jednym z najbardziej systematycznie ignorowanych.

Eseje są konsekwentnie niedoceniane jako zbiór. Cztery tomy esejów, publicystyki i listów, zebrane przez Petera Davisona, liczą około 9000 stron. „Dlaczego piszę” (1946) to najbezpośredniejszy opis, jaki jakikolwiek poważny pisarz pozostawił, dotyczący rzeczywistego procesu motywacji – nie romantyczny, ale prawdziwy, obejmujący ego, przyjemność estetyczną, cel polityczny i historyczny impuls, z których żaden nie wystarcza sam w sobie. „Powieszenie” (1931), opublikowane przez Orwella jako publicystyka, robi w 800 słowach to, czego większość powieściopisarzy nie potrafi w 80 000: sprawia, że czytelnik odczuwa dokładną fakturę moralnego zła, nie mówiąc mu, jak ma je odczuwać. „Strzelanie do słonia” pozostaje najprecyzyjniejszym opisem psychologii imperialnej władzy, jaki kiedykolwiek napisano – konkretnego odczucia, że trzeba zrobić coś, bo struktura władzy, w której jesteś osadzony, uniemożliwia niespełnienie tego, nawet gdy wiesz, że to złe. Eseje jako całość stanowią równoległe życie powieści: opis umysłu pozostającego w ciągłym kontakcie ze swoją epoką, niezdolnego do odwrócenia wzroku.

Pierwsza żona Orwella, Eileen O’Shaughnessy, była poetką i psycholożką, która towarzyszyła mu w Hiszpanii, pomogła mu uciec z Barcelony i pomagała mu w gospodarstwie w Wallington w Hertfordshire, gdy pisał swoje wczesne powieści. W styczniu 1945 roku adoptowali syna, Richarda Horatia Blaira. Eileen zmarła w marcu 1945 roku z powodu powikłań po znieczuleniu podczas histerektomii, gdy Orwell przebywał na zleceniu w Europie. Nie zdążył do niej dotrzeć na czas. Strata jest widoczna między wierszami wszystkiego, co napisał później, choć rzadko mówił o tym wprost.

Siedemdziesiąt sześć lat po śmierci Orwella jego twórczość wciąż czyta się z uwagą, jaką zwykle poświęca się pisarzom, którzy wciąż żyją i mogą odpowiadać na pytania. W marcu 2026 roku dokument ORWELL: 2+2=5 w reżyserii Raoula Pecka, z Damianem Lewisem jako głosem George’a Orwella, trafił do kin w Wielkiej Brytanii i Irlandii – śledząc związek między jego ideami a architekturami inwigilacji, które stanowią obecnie zwyczajne środowisko cyfrowego życia. W czerwcu 2026 roku odbyła się ceremonia wręczenia Nagrody Orwella na University College London, podczas której ukraiński pisarz Andrey Kurkov odebrał nagrodę specjalną – nominacja ta pokazała dokładnie, do jakiego politycznego wykorzystania można użyć dziedzictwa Orwella: jego nazwisko jako rekomendacja, jego nagroda jako sygnał. Od marca do grudnia 2026 roku wystawa w Kimmel Windows na New York University, przygotowana we współpracy z Orwell Foundation i UCL, badała, jak jego formacyjne doświadczenia – Birma, Hiszpania, bieda, BBC – ukształtowały metodę, a nie tylko karierę.

Sprzedaż Roku 1984 regularnie rośnie za każdym razem, gdy w którymś z około trzydziestu krajów, gdzie książka wciąż jest regularnie kupowana, nasilają się tendencje autorytarne. Dzieje się tak mniej więcej co dwa lata od 2016 roku. Nie jest to lektura przynosząca ukojenie. Nie mówi czytelnikowi, że wszystko będzie dobrze. Twierdzi natomiast – precyzyjniej niż niemal wszystko inne napisane w XX wieku – że najgroźniejszym wrogiem wolności nie jest broń ani but, ale zdanie: zdanie sterowane, zdanie wyselekcjonowane, zdanie, z którego po cichu usunięto pewne myśli. Orwell rozumiał to, ponieważ pracował w BBC w Eastern Service w latach 1941–1943, pisząc propagandę, w którą wierzył, jako przeciwwagę dla propagandy, którą pogardzał, i nauczył się od środka, jak język może być narzędziem kontroli nawet w rękach kogoś, kto próbuje mówić prawdę.

Szczególnym osiągnięciem Roku 1984 jest to, że dał państwu nadzoru słownictwo, zanim państwo nadzoru w pełni nadeszło – tak że gdy nadeszło, istniały już na nie słowa. Czy te słowa sprostały zadaniu, to pytanie, które książka pozostawia starannie otwarte. Orwell umarł zbyt wcześnie, by dowiedzieć się, czy ostrzeżenie zadziałało, albo czy ostrzeganie jest w ogóle tym, do czego służy fikcja. Pozostawił pytanie nierozstrzygnięte na biurku w Barnhill, do podjęcia przez tego, kogo stać na dotarcie tam.

Tagi: , , , , ,

Dyskusja

Jest 0 komentarzy.