Sport

Myles Garrett pobił rekord NFL w sackach, a Browns i tak go wymienili

Jack T. Taylor

Niektórzy gracze są stworzeni, by pasować do drużyny. Myles Garrett został stworzony, by ją przerosnąć. Przez lata najgroźniejszy pass-rusher w futbolu grał dla franczyzy, która nie potrafiła wygrywać, a każdej niedzieli grał jak człowiek, który nie godzi się z wynikiem, który mu dano — jeden bloker, potem podwójne krycie, potem chip i biegacz, a i tak docierał do rozgrywającego. Talent nigdy nie był problemem w Cleveland. Pytaniem było, co robi tak nieustępliwy rywal, gdy drużyna wokół niego wciąż przegrywa.

Odpowiedział na to pytanie dwa razy, a tylko jedna z tych odpowiedzi należała do niego.

Frustracja Garretta nigdy nie była tajemnicą. Już raz prosił o odejście, wyczerpany przegrywaniem, zanim Browns przekonali go do pozostania czteroletnim zobowiązaniem za 160 milionów dolarów — 40 milionów rocznie za to, by pozostał filarem defensywy, której nie był w stanie nieść sam. To miało załatwić sprawę. Zamiast tego przygotowało grunt pod najdziwniejszy sezon jego kariery: zawodnik u szczytu swoich umiejętności, przykuty do drużyny zmierzającej donikąd, który najwyraźniej postanowił po prostu pobić każdy rekord w zasięgu.

I tak zrobił. Zebrał najlepszy pojedynczy sezon, jaki kiedykolwiek złożył pass-rusher, i zamknął go w najbardziej garrettowy sposób, jaki można sobie wyobrazić — późno w meczu 18. tygodnia, pozbywając się blokera i kładąc Joe Burrowa na murawie dla sacka numer 23, o jednego więcej niż kiedykolwiek osiągnęli Michael Strahan i T.J. Watt, nowy absolutny rekord sezonu NFL. Pięć z tych sacków przyszło w jednym popołudniu przeciwko New England. Po raz drugi został wybrany Defensywnym Graczem Roku i znalazł się w pierwszej drużynie All-Pro. To było arcydzieło. Było też, z perspektywy czasu, wizą wyjazdową.

Ponieważ taki rekord nie czyni drużyny w przebudowie silniejszą. Sprawia, że niedopasowanie staje się niemożliwe do zignorowania. Każde obalenie było przypomnieniem, że Cleveland wydaje swój najlepszy atut na sezon, który prowadzi donikąd, i że tak dobry zawodnik ma przewagę, na którą franczyza w końcu będzie musiała odpowiedzieć. W tym offseason, ESPN w podsumowaniu szalonych kilku miesięcy wymieniło wymianę Garretta obok ślubu Travisa Kelce’a i półmiliardowej umowy Patricka Mahomesa — jedna sejsmiczna linijka pośród wielu. Zasługiwała na więcej niż jedną linijkę.

Tym razem decyzja nie należała do niego. Browns trzymali się do ostatniej możliwej chwili, a potem wysłali go do Los Angeles Rams, biorąc w zamian edge rushera Jareda Verse’a, wybór w pierwszej rundzie draftu 2027 i więcej kapitału draftowego — taki łup, którego żąda się tylko wtedy, gdy oddaje się coś, czego nie da się zastąpić. Garrett nie wymusił odejścia za drugim razem. Po prostu stał się zbyt wartościowy i zbyt oczywiście zmarnowany, by wynik mógł być inny.

To jest cichy koszt pogrzebany pod skrótami najciekawszych akcji i pieniędzmi z reklam — umowa z Reebokiem, około 60 milionów dolarów majątku, gładkość ambasadora marki. Mimo to Garrett spędził szczyt historycznej kariery, udowadniając coś drużynie, która w końcu wykorzystała jego błyskotliwość jako walutę handlową. Rams dziedziczą pokoleniową siłę, która nigdy nie miała składu godnego siebie, wrzuconą teraz do szatni zbudowanej, by wygrywać natychmiast. Po raz pierwszy najlepszy defensywny zawodnik swojej ery ląduje gdzieś, gdzie mecze w styczniu będą miały znaczenie.

Rekord przetrwa lata. To, co Garrett może teraz gonić, to jedna rzecz, której Cleveland nigdy nie dał mu realnej szansy — i jedyna liczba, którą mu pozostało pobić.

Tagi: , , , ,

Dyskusja

Jest 0 komentarzy.