Biznes i finanse

X wygrywa w sądzie nazwę „Twitter”, ale słowa Muska kosztują go logo ptaka

Victor Maslow

Aby zachować słowo „Twitter”, firma Elona Muska musiała stanąć przed sądem federalnym i dowodzić, że jej własny rebranding nigdy tak naprawdę nie nastąpił. To jest właśnie dziwny punkt ciężkości najnowszej batalii o znaki towarowe X Corp – i warto się nad nim zatrzymać, zanim wygrana zostanie odłożona do akt jako rutynowy sukces korporacji. Firma, która przez lata przekonywała, że ptak nie żyje, teraz przekonała sędziego, że dla celów prawnych Twitter nigdy nie odszedł.

Ruch kryjący się pod tą wiadomością to przyznanie się przebrane za triumf. X poszedł do sądu, by powstrzymać startup przed uruchomieniem pod nazwą Twitter – i w dużej mierze mu się to udało. Ale ceną tego sukcesu było przyznanie – w złożonych pod przysięgą dokumentach i na jawnej sali sądowej – że najdroższy rebranding w historii mediów społecznościowych nie wypalił: użytkownicy wciąż wpisują stary adres, wciąż nazywają swoje posty tweetami, wciąż sięgają po nazwę, którą Musk postanowił wymazać. Nie można posiadać marki, którą się porzuciło, więc X musiał udowodnić, że nigdy nie porzucił tego, co kiedyś obiecał zniszczyć.

Sam wyrok rozpadł się na dwie czyste części. Sędzia federalny w Delaware, sędzia przewodniczący Colm F. Connolly, przyznał X tymczasowy zakaz w sprawie ośmiu znaków towarowych wywodzących się z Twittera, blokując konkurentowi działanie pod jakąkolwiek postacią „Twittera”. Następnie odmówił takiej samej ochrony dwóm innym znakom – słowu „tweet” i niebieskiemu logotypowi ptaka – uznając, że strona przeciwna prawdopodobnie udowodni, iż X zaprzestał rzeczywistego używania obu i nie zamierza do nich wracać.

To, co pogrążyło te dwa znaki, nie było sprytnym adwokatem przeciwnika. To był Musk. Sąd oparł się na jego własnych wpisach z lata rebrandingu: obietnicy, by „pożegnać markę Twitter i stopniowo wszystkie ptaki”, oraz przechwałkach o paleniu logotypu Twittera na budynku palnikami. Ponieważ te oświadczenia padły przed procesem, sędzia uznał je za bardziej wiarygodne niż wszystko, co świadek X zeznał na rozprawie. Brawura, która miała sygnalizować czyste cięcie, stała się lata później dokumentalnym dowodem kapitulacji.

Druga połowa decyzji pokazuje, jak wąska była ta ucieczka. X utrzymał nazwę Twitter, wskazując na infrastrukturę, której nigdy nie zdążył wyciąć: adres twitter.com, który wciąż przekierowuje na x.com, miliony ludzi, którzy trafiają na stronę właśnie przez niego, oraz wpis w App Store brzmiący „X (dawniej Twitter)” – linijka dodana celowo, aby szukająca publiczność wciąż mogła go znaleźć. Sędzia odczytał to jako żyjącą wartość firmy. Znak tweet i ptak nie pojawiają się natomiast ani na stronie głównej, ani w sklepie, a własny świadek X przyznał to samo.

Po drugiej stronie mamy Operation Bluebird – startup prowadzony częściowo przez byłego prawnika od znaków towarowych Twittera, który zdążył już zgromadzić ponad 172 tysiące osób gotowych zapłacić za rezerwację nazwy użytkownika. Zakazany w używaniu „Twittera”, po prostu przejął to, co sąd uwolnił, zrebrandował się z dnia na dzień na Tweet.app i wystartował ponownie z ptakiem z powrotem na maszcie. Jego prezes zaznaczył ten moment, odwracając pożegnanie Muska niemal słowo w słowo: teraz, jak powiedział, firma przywita markę Tweet i stopniowo wszystkie ptaki. Dla nich tweet jest słodki.

Tak więc logo, które Musk odciął od budynku palnikami, znów lata – nad konkurentem, z jego własnymi słowami przypiętymi do nakazu, który na to pozwolił. Sprawa wciąż czeka na proces, a X może jeszcze odzyskać ptaka. Ale zapis już powstał i brzmi mniej jak zwycięstwo, bardziej jak faktura: oto ile kosztuje akt demontażu marki za 44 miliardy dolarów, gdy ktoś inny jest gotów pozbierać kawałki z gruzów.

Tagi: , , , , ,

Dyskusja

Jest 0 komentarzy.