Filmy

Harry Angel, voodoo-noir Alana Parkera, w którym Mickey Rourke tropi własne potępienie

Martha O'Hara

Niektóre filmy z wiekiem nabierają respektu. „Harry Angel” poszedł w przeciwną stronę: pojawił się jako nieco podejrzany szokujący obraz i powoli stwardniał w klasykę, z tych, które cytuje się na filmoznawczych seminariach o tym, jak sprawić, by groza wyglądała pięknie.

Na papierze to historia o prywatnym detektywie. Niechlujny nowojorski śledczy o nazwisku Harry Angel przyjmuje zlecenie odnalezienia zaginionego od dwornego, lekko złowieszczego klienta i zaczyna ciągnąć za nitkę. Jeszcze nie rozumie, a widz dopiero zaczyna podejrzewać, że ta nitka jest przywiązana do jego własnego gardła.

YouTube video

Historia detektywistyczna, która otwiera zapadnię

Poszukiwania wyprowadzają Harry’ego z brudnego Harlemu w głąb Nowego Orleanu, parującego klubami bluesowymi, przyulicznymi kościołami i ceremoniami voodoo. Wokół niego piętrzą się ciała, każde zabójstwo bardziej barokowe od poprzedniego, a sprawa przestaje dotyczyć tego, kto porwał zaginionego krooner-a Johnny’ego Favorite’a, a zaczyna dotyczyć tego, kim tak naprawdę jest sam Harry. Adaptując powieść Williama Hjortsberga „Falling Angel”, Alan Parker buduje film jako noir, który wciąż przechyla się ku horrorowi, aż wreszcie grunt usuwa się spod nóg.

Rzemiosło Parkera, kamera Seresina

Mickey Rourke jako Harry Angel w filmie „Harry Angel” (1987)
„Harry Angel” (1987)

Powód, dla którego film przetrwał, to faktura. Operator Michael Seresin filmuje rok 1955 w bursztynie i cieniu, a Parker wypełnia kadr prywatną gramatyką grozy: wentylatory pod sufitem, spadająca woda, zjeżdżające windy, krew rozkwitająca tam, gdzie nie powinna. Muzyka Trevora Jonesa ślizga się między jazzem, bluesem z delty a niskim, syntetycznym pomrukiem niepokoju. To jeden z najbardziej fizycznie atmosferycznych amerykańskich filmów tamtej dekady; niemal czuć zapach gumbo i zgnilizny.

Rourke, De Niro i obsada w wolnym spadku

Mickey Rourke, u szczytu swojej posiniaczonej, spoconej charyzmy, jest obsadowym strzałem w dziesiątkę — aktorem, który wygląda, jakby już był zgubiony i po prostu jeszcze nie przeczytał ostatniej strony. Naprzeciw niego Robert De Niro gra eleganckiego Louisa Cyphre’a z przerażającą powściągliwością, samymi wymanicurowanymi paznokciami i powoli obieranymi jajkami, robiąc bezruchem więcej, niż większość czarnych charakterów osiąga krzykiem. Lisa Bonet, obsadzona wbrew swojemu poczciwemu telewizyjnemu wizerunkowi, oraz Charlotte Rampling jako skazana na zagładę salonowa wróżka dopełniają zespołu, który zdaje się spadać z tą samą prędkością.

Skandal i to, dlaczego trwa

W chwili premiery film znany był przede wszystkim ze swojej walki z cenzurą: dosadna, ochlapana krwią scena miłosna między Rourke’em a Bonet zarobiła kategorię X, dopóki Parker nie przyciął kilku sekund, by zasłużyć na R, a udział Bonet, w czasie gdy była gwiazdą „The Cosby Show”, zamienił stylowy horror w tabloidową aferę. Hałas ucichł; film nie. To, co kiedyś grało jako prowokacja, dziś gra jako oddanie — obraz gotów podążyć za swoim paktem aż do samego dna, by układ poczuć jako prawdziwy.

Werdykt

„Harry Angel” nie jest bez skazy. Zwrot akcji, który niegdyś powalił widzów, dziś łatwiej przewidzieć, a tempo rozkoszuje się tam, gdzie mogłoby się zacisnąć. Ale jako konsekwentny popis nastroju, rzemiosła i przeklętej atmosfery przeżył większość swoich sąsiadów z 1987 roku, a dwuosobowy taniec z diabłem w wykonaniu Rourke’a i De Niro tylko zyskuje z wiekiem. Ryzykowny, olśniewający, naprawdę niepokojący film — i taki, który zdecydowanie warto poznać na nowo.

Reżyseria

Alan Parker

Alan Parker

Obsada

Tagi: , , , , ,

Dyskusja

Jest 0 komentarzy.