Filmy

Niezrealizowane '1906′ Brada Birda odnajduje formę w telewizji — jedynym medium, którego autor nigdy nie tknął

Liv Altman

Brad Bird jest wielkim formalistą animacji – twórcą, który nauczył to medium poruszać się jak film aktorski – a jednak projekt, który jest mu najbliższy, od prawie dwóch dekad pozostaje filmem, którego nikt nie chce sfinansować. Zaskakującym zwrotem na San Diego Comic-Con nie było to, że 1906 wciąż żyje, ale że Bird jest teraz gotów wyobrazić je sobie na nowo jako telewizję, jedyne medium, w którym nigdy nie pracował, bo tylko tam można wreszcie zbudować tak wielkie płótno.

1906 to długo planowana adaptacja powieści Jamesa Dalessandro autorstwa Birda – opowieść o korupcji, chciwości i morderstwach w San Francisco roztrzaskanym przez wielkie trzęsienie ziemi i następujący po nim pożar. Bird chciał, by był to jego reżyserski debiut w filmie aktorskim przez niemal dwadzieścia lat, i projekt ciągnął się za nim przez wszystkie studia, do których trafiał.

Te objazdy to historia jego kariery: Mission: Impossible – Ghost Protocol, Tomorrowland i Incredibles 2 za każdym razem odciągały Birda w stronę projektów, które studio mogło sfinansować bez wahania. Spektakl katastroficzny z epoki na miarę wymaganą przez 1906 to dokładnie ten rodzaj dziewięciocyfrowego zakładu w live-action, od którego Hollywood odchodzi od dekady; w pewnym momencie Warner Bros. był zainteresowany tylko wycięciem sekwencji trzęsienia ziemi jako osobnego filmu.

Telewizja to to, co zmieniło się pod projektem. Prestiżowy miniserial przejął precyzyjnie ten rozległy historyczny rozmach, którego kino nie chce już finansować, a Bird przedstawia teraz skalę opowieści jako argument na rzecz odcinków, a nie problem budżetowy. Jak podał Deadline z konwentu, stwierdził, że materiał „nadawałby się” do wielu odcinków – wyobraził sobie ich osiem – bo „im więcej badacie tamte czasy, tym bardziej są niesamowite”, a „historie, które się tam dzieją, są nieprawdopodobne”. Czas trwania, który niegdyś czynił 1906 niemożliwym do sfilmowania, jest powodem, dla którego miniserial pasuje.

Ironia polega na tym, że reżyser, który sprawił, że Iron Giant, Incredibles i Ratatouille czuły się jak wydarzenia kinowe, nigdy nie wyreżyserował ani minuty telewizji, a teraz przedstawia swój najbardziej kinowy pomysł jako powód, by zacząć. Był na Comic-Conie, by promować Ray Gunn, noir animowany od Skydance Animation zmierzający do Netflixa – dowód, że wciąż ma swoją kinową ścieżkę, nawet gdy jego biały wieloryb dryfuje w stronę małego ekranu.

Tagi: , , , ,

Dyskusja

Jest 0 komentarzy.