Filmy

„Misty Green”: Rosalind Eleazar zawsze była tak dobra — Chris Rock wreszcie daje jej główną rolę

Camille Lefèvre

Historia wychodząca z Toronto opowiadana jest jako film Chrisa Rocka — jego powrót do reżyserii, jego najbardziej zjadliwy żart o mieście, które go stworzyło i zniszczyło. To dobra historia. To także ta zła. To, co naprawdę dzieje się w Misty Green, dzieje się na twarzy Rosalind Eleazar i jest to coś, co reorganizuje karierę, gdy na to patrzysz.

Odruchem, gdy wykonawczyni eksploduje w ten sposób, jest sięgnięcie po najstarszą frazę w branży: narodziła się gwiazda. To dokładnie odwrotnie. Eleazar jest w pełni ukształtowaną aktorką od dobrej dekady i każdy, kto uważał, o tym wiedział. Problem był strukturalny. Ciągle obsadzano ją jako najpewniejszą rękę w cudzym zespole — opanowaną oficer wywiadu w Slow Horses, skrzywdzoną żonę w Howards End, kurtyzanę, która po cichu odeszła z Harlots. Była tym, co krytycy wyróżniali, a fabuła potem odkładała na bok. To, co Misty Green robi, zanim zrobi cokolwiek innego, jest proste i spóźnione: daje jej całą przestrzeń i nie pozwala sobie na cięcie.

Ta rola to dar i pułapka, a ona traktuje ją jako jedno i drugie. Misty to upadła aktorka, laureatka nagród, której talent dawno temu skwaśniał w balast, goniąca za powrotem przez efektowny remake Dreamgirls, podczas gdy ściany się zacieśniają — mieszkanie zmarłego kochanka, na które już jej nie stać, brat, którego nie może przestać ratować, reputacja, która wyprzedza ją w każdym pokoju. Eleazar gra ją bez ani jednej prośby o współczucie. Ta postać jest celowo wyczerpująca, a występ pozwala jej być wyczerpującą, co jest o wiele trudniejszą i odważniejszą rzeczą niż uczynienie jej sympatyczną. Kiedy film w końcu daje Misty scenę i pozwala jej zaśpiewać, buńczuczność i desperacja pojawiają się w tym samym oddechu; publiczność w Toronto wstała i rozumiesz dlaczego.

Oto część, którą zachwyty zwykle wygładzają. Film wokół niej nie jest tak dobry jak ona. Nawet jej wielbiciele przyznają, że kształt się rozmywa, a zakończenie ląduje z głuchym łoskotem — najmniej hojna lektura w Toronto nazwała to surowym i nieskoncentrowanym i nie jest w błędzie. Ale ta przepaść nie jest przypisem do występu; to jest historia. Wielka aktorka w jedynie interesującym filmie będzie go nieść, widocznie, a napięcie tego niesienia staje się własnym dramatem. Widać, jak Eleazar trzyma razem sceny, które scenariusz zostawił w połowie zbudowane. Ta nierówność jest najczystszym możliwym dowodem na to, jak wiele z tego filmu to ona.

Rock ze swojej strony pracuje w rejestrze, który krążył od lat, nie wchodząc w niego w pełni — jego pierwszy film jako reżysera od czasów Top Five i zdecydowanie jego najbardziej gniewny. Satyra jest wycelowana tam, gdzie powinna, w to, jak Hollywood wykorzystuje i porzuca czarnych wykonawców i kobiety, i skwaśniała z komedii w coś naprawdę niewygodnego z prędkością, która jest najlepszym instynktem filmu. Jest też wystarczająco hojny jako filmowiec, by wiedzieć, kiedy przestać występować i po prostu skierować kamerę na swoją prowadzącą. To może być najmądrzejsza decyzja reżyserska w tym obrazie.

Logistyka pójdzie za szumem. A24 wypuszcza Misty Green w Stanach Zjednoczonych w październiku, z miejscem na New York Film Festival już zapewnionym, a festiwal zaznaczył ten moment, przyznając Eleazar nagrodę Tribute Performer Award. Machina nagród już się rozgrzewa; powinna. Ale kampania, jeśli będzie uczciwa, będzie musiała argumentować coś, co branżowe relacje były zbyt grzeczne, by powiedzieć wprost.

Nie to, że gwiazda narodziła się w tym tygodniu w Toronto. To, że była tu cały czas, a branża potrzebowała dziesięciu lat, by zbudować rolę główną godną jej.

Tagi: , , , ,

Dyskusja

Jest 0 komentarzy.