Filmy

Pancernik Potiomkin: schody odeskie Eisensteina wciąż schodzą prosto na nas

Martha O'Hara

Szerokie kamienne schody opadają ku portowi, blade w porannym świetle, a u ich szczytu szereg żołnierzy zaczyna schodzić w idealnym, niespiesznym unisono. Nic w kadrze się nie spieszy poza ludźmi rozpierzchającymi się przed nimi: matką, chłopcem, staruszką, której okulary za chwilę się roztrzaskają. To zejście — buty, cień, zimna geometria stopni — jest obrazem, na który niemal całe kino odpowiada od tamtej pory.

Pancernik Potiomkin to teza Sergieja Eisensteina, że film myśli w montażu, a nie w grze aktorskiej. Nazwał to montażem atrakcji: zderzyć dwa obrazy tak, by ze zderzenia wyskoczyła trzecia rzecz w głowie widza — emocja, której żadne ujęcie nie niosło osobno. Od stu lat schody odeskie są tego dowodem, sekwencją, z którą każdy reżyser w końcu musi się zmierzyć.

YouTube video

Montaż atrakcji

Film przenosi w fikcję bunt z 1905 roku na pokładzie pancernika Potiomkin, którego marynarze odmawiają zepsutego mięsa i zwracają się przeciw oficerom. Eisenstein buduje go w pięciu napiętych częściach, a jego prawdziwym tworzywem jest rytm: krótkie ujęcia trzaskające o dłuższe, zaciśnięta pięść, roztrzaskany talerz, binokle dyndające na sznurku. Na schodach zwalnia czas, mnożąc go — to samo zejście z kilkunastu ujęć, wózek wciąż od nowa rozpoczynający swój długi upadek — by groza dotarła nie jako wydarzenie, lecz jako nagromadzenie.

Twarze zamiast gwiazd

Nie ma tu gry w hollywoodzkim sensie i o to właśnie chodzi. Eisenstein obsadza według typage: prawdziwe twarze wybrane za to, co niosą na pierwszy rzut oka — buta lekarza, przerażenie matki, kamienne lwy, które zdają się budzić i ryczeć, gdy padają strzały. Bohaterem jest sama masa: tłum, który puchnie, wiwatuje i zostaje skoszony. Gra zredukowana do architektury, ludzka twarz użyta jak plama koloru u malarza, dla swojej wagi w kadrze.

Dziedzictwo jest wszędzie, często nieoznaczone. Wózek staczający się po schodach wraca w Nietykalnych Briana De Palmy, w Brazil Gilliama, w DNA równolegle montowanego chrztu z Ojca chrzestnego. Eisenstein napisał gramatykę, którą wciąż mówią hollywoodzkie thrillery, montaże informacyjne i kino propagandowe. Nie trzeba widzieć Potiomkina, by zostać przez niego ukształtowanym.

Pancernik Potiomkin (1925), reż. Sergei Eisenstein
Pancernik Potiomkin (1925), reż. Sergei Eisenstein.

Jest to także, bez ogródek, bolszewicka propaganda na zamówienie i nigdy nie udaje czegoś innego. Napięcie, które utrzymuje film przy życiu, leży właśnie tam: między uczciwością celu a przytłaczającym pięknem środków. Matka wspinająca się ku karabinom to chwyt emocjonalny, nieco wymuszony, gdy patrzeć na zimno — a jednak ten sam gest powracał w rzeczywistości, w każdej samotnej postaci stającej przed nacierającym szeregiem.

Dlaczego ocena się broni

Narracja jest celowo cienka, a twarze to typy bardziej niż postacie, i te ograniczenia są realne: to nie film psychologii ani zaskoczenia. Ale rzemiosło jest tak całkowite, a wynalazek tak założycielski, że oglądać go to wciąż patrzeć, jak kino odkrywa, do czego jest zdolne. Sto lat później schody wciąż schodzą prosto na nas.

Pancernik Potiomkin (Bronenosets Potyomkin) miał premierę w 1925 roku, w reżyserii Sergieja M. Eisensteina i ze zdjęciami Eduarda Tissego, z oryginalną muzyką Edmunda Meisela. Siedemdziesiąt pięć minut, niemy, i wciąż najczęściej analizowany montaż w historii kina.

Dyskusja

Jest 0 komentarzy.