Filmy

Sandra Bullock wraca do werdyktu o Totalnej magii: „Ile kobiet potrzeba w filmie?“

Pytania, które pogrzebały film przy premierze, okazały się dokładnie powodami, dla których nigdy nie umarł.
Liv Altman

Sandra Bullock przez większą część swojej kariery obserwuje, jak film, który na jej oczach poniósł porażkę, staje się tym, który ludzie cytują jej najczęściej. Teraz, gdy siostry Owens mają powrócić do kin, w końcu ujęła w słowa to, jak ta pierwsza porażka naprawdę brzmiała – i nie była to zła recenzja. Był to zestaw pytań.

„A potem zapadła cisza. Zapadła cisza. [Oni] zapytali: «Ile kobiet potrzebujesz w jednym filmie? Ile tonów potrzebujesz? Co to w ogóle za film?»”

Wspominała przyjęcie oryginalnej Czarownej miłości, opowiadając o tym magazynowi Variety, gdy wraz z Nicole Kidman przygotowywały się do powrotu do rodziny Owens. Czytane w jeden sposób, cytowane przez nią pytania są wręcz komiczne w swojej szczerości. Czytane w inny – są wyznaniem, nie tyle o filmie, ile o maszynerii, która go przyjęła.

Żadne z tych pytań nie jest tak naprawdę krytyką filmu. „Ile kobiet potrzebujesz w jednym filmie?” to nie zarzut estetyczny; to zarzut księgowy – odgłos branży, która potrafiła wycenić pojedynczą główną aktorkę u boku gwiazdora, ale nie miała rubryki na historię należącą wyłącznie do sióstr. „Ile tonów potrzebujesz?” to ten sam odruch skierowany w stronę gatunku – dyskomfort wobec obrazu, który bez pytania prześlizgiwał się od gotyku domowego przez żałobę po farsę i romans. Hollywood nigdy do końca nie wiedziało, co zrobić z kobiecym filmem, który nie chce być tylko jednym.

Bullock znała ten teren lepiej niż większość. Była już pasażerką, która utrzymywała autobus w ruchu, a później astronautką, która odmówiła śmierci; zbudowała karierę na kompetencji pod presją, na byciu osobą w pokoju, która nie panikuje. Czarna magia („Practical Magic”) poprosiła ją, by była bardziej miękka i dziwniejsza – czarownicą, siostrą i wdową – w filmie, który krytycy oceniali według niewłaściwego kanonu. Recenzje były druzgocące, obraz skreślono na straty, a wszyscy poszli dalej.

A potem rzecz, której studio nie potrafiło skategoryzować, stała się tym, czego widzowie nie chcieli oddać. Przekazywana z rąk do rąk na kasetach wideo, a prawie trzy dekady później pnąca się w górę list streamingowych na HBO Max, Czarna magia zyskała trwałość, której odmówił jej weekend otwarcia. Tonalny bałagan był jej fakturą. Dom pełen kobiet był jej sednem. To, co sala usłyszała jako niespójność, publiczność usłyszała jako świat, w którym warto żyć – i wciąż się do niego wprowadzała.

I właśnie to sprawia, że sequel to coś więcej niż nostalgia. Bullock, Kidman, Stockard Channing i Dianne Wiest ponownie zwołują kobiety z rodu Owens pod okiem Susanne Bier, a Griffin Dunne – który wyreżyserował pierwszy film i nigdy nie doczekał się, by był kochany za jego czasów – jest teraz producentem wykonawczym. Hollywood wydaje prawdziwe pieniądze, by wrócić do dokładnie tego filmu, który kiedyś kazał się usprawiedliwiać. Ile kobiet potrzebujesz w jednym filmie? Okazuje się, że odpowiedź zawsze brzmiała: tyle, by wciąż tu były.

Tagi: , , , ,

Dyskusja

Jest 0 komentarzy.