Sport

Josh Allen otwiera nowy stadion Bills pięcioma przyłożeniami i znów dźwiga Buffalo na plecach

Jack T. Taylor
Dodaj nas w Google

Istnieje wersja tej nocy, która na zawsze pozostanie w kompilacji najpiękniejszych akcji – rozgrywający otwierający nowy obiekt przyłożeniem za przyłożeniem, kibice, którzy czekali pokolenie, wykrzykujący jego imię we wrześniową ciemność. Ale jeśli przyjrzeć się Joshowi Allenowi z bliska, dostrzeżecie coś, co konfetti maskuje. „Przyłapałem się na tym, że chłonąłem to wszystko” – przyznał później, a u kogoś, kto gra z pedałem gazu wciśniętym do dechy, ta pauza mówiła więcej niż którekolwiek z punktowań.

Bo ten dom, w dosłownym sensie, jest jego. Buffalo zbudowało nowy stadion na sile drużyny, którą Allen wyciągnął z powrotem do znaczenia, a pierwszej nocy sezonu zasadniczego w jego wnętrzu zachowywał się dokładnie jak osoba, na której opiera się całe przedsięwzięcie. To on wbiegł z pierwszym przyłożeniem, jakie ten obiekt kiedykolwiek widział. Resztę rzucił. Narzucił ton, zanim Lions zdążyli się odnaleźć, i zanim Detroit przypomniało sobie, że też ma swojego rozgrywającego, noc była już rozstrzygnięta. „Moja praca jest najfajniejsza na świecie” – powiedział Allen – zdanie, które brzmi jak radość, a ląduje jak posiadanie.

Statystyki były absurdalne w ten jedyny jego sposób: 20 celnych na 31 prób, 248 jardów i trzy przyłożenia podaniami, dwa kolejne na ziemi – szósty mecz w karierze z pięcioma przyłożeniami. Buffalo punktowało w każdej z pierwszych czterech posiadłości. Jego drugie przyłożenie biegowe zrównało go z Jimem Taylorem na liście wszech czasów NFL – rekord starego fullbacka padł łupem rozgrywającego, który biega jak linebacker – podczas gdy James Cook dorzucił za nim ponad 130 jardów. Według wyliczeń agencji prasowych tylko dwie drużyny zdobyły kiedykolwiek więcej w debiucie nowego stadionu.

A jednak ta sama tablica wyników, która oprawiała koronację, po cichu opowiadała bardziej niewygodną historię. Buffalo oddało Jaredowi Goffowi ponad 300 jardów podań i cztery przyłożenia, a Amon-Ra St. Brown mógł działać prawie dowolnie, gdy mecz się rozluźnił. Bills wygrali dziesięcioma punktami w spotkaniu, które nigdy nie wydawało się naprawdę wyrównane, a mimo to ich defensywa została rozcięta, gdy tylko opadła presja. Odejmijcie pięć przyłożeń Allena, a to zupełnie inny wieczór – może przegrany. Nowy stadion, ta sama równanie.

To jest ta część, którą celebracja ma ignorować. Od lat sufit Buffalo wyznacza nie to, co otacza Allena, ale to, jak wiele ciężaru on sam może udźwignąć – i odpowiedź znowu brzmiała: prawie wszystko. Rozczarowania w fazie play-off, które ciągną się za tą erą, nie przyszły, bo Allen się skurczył; przyszły, bo margines na to, by ktokolwiek inny zawiódł, był tak cienki. Nowy stadion zmienia linie widzenia i korytarze. Nie zmienia tego, kto musi być wielki, by Buffalo wygrywało.

Dlatego ta pauza ma znaczenie. Allen nie jest już surowym dzieciakiem, który przyszedł niedokończony i siłą woli wywalczył sobie status MVP; jest ścianą nośną franczyzy i regionu, a w noc, gdy otworzył swój nowy dom, przyznał, że przyłapał się na chłonięciu tego wszystkiego – pauza człowieka, który wie dokładnie, ile z tego na nim spoczywa. Potem wrócił do roboty i sprawił, że dźwiganie tego wszystkiego wyglądało jak najłatwiejsza rzecz na świecie.

Rachunek za tę błyskotliwość przychodzi w styczniu, jak zawsze. Buffalo zbudowało Allenowi katedrę. Nie zbudowało mu jeszcze defensywy, która uratuje noc, gdy jest tylko człowiekiem – i dopóki tego nie zrobi, każdy wspaniały wieczór jak ten przychodzi z tym samym drobnym drukiem.

Tagi: , , , ,

Dodaj nas w Google

Dyskusja

Jest 0 komentarzy.