Filmy

Pluto TV stawia na Czarodziejkę z Księżyca i nostalgię lat 90., najtańszą broń w wojnie o streaming

Liv Altman
Dodaj nas w Google

Wiadomość o pojawieniu się Sailor Moon oraz całej półki komedii sprzed dekad na darmowej platformie streamingowej została przyjęta – mniej więcej – jak prezent. Łatwo zrozumieć dlaczego. Jest w tym szczególne ciepło, gdy odnajdujemy seriale, na których się wychowaliśmy, czekające tuż obok, nie wymagające niczego poza naszą uwagą. Warto jednak powiedzieć wprost: to nie jest bezinteresowny przypadek. To strategia – i jest to najstarsza strategia, jaką zna telewizja.

Gdy przyjrzeć się bliżej, oferta jest cieńsza, niż sugerują nagłówki. Dwa nowe kanały anime, partia świeżo udubbingowanych odcinków, rozszerzony angielski dostęp do „Pretty Guardian Sailor Moon” oraz zestaw archiwalnych komedii, które były już znajome, gdy po raz pierwszy trafiły na antenę. Prawie nic z tego nie jest premierą. To przetasowanie biblioteki, którą wszyscy już znają, podane jako wydarzenie – i kosztuje ułamek tego, co kosztowałby jeden oryginalny serial.

To jest clue. Bezpłatna usługa z reklamami nie buduje swojego domu na nowym piśmie; buduje go na cudzych wspomnieniach, ponieważ wspomnienia są jedynym towarem, który można tanio licencjonować i to w dużych ilościach. Każdy, kto jest wystarczająco dorosły, by poczuć magnetyzm Sailor Moon czy „Ferrisa Buellera”, pamięta też, skąd pochodzi ten model. Siatka kanałów, niekończąca się pętla znajomych powtórek, wrażenie, że ramówka wybiera za ciebie – to była cała ekonomia stacji UHF i wczesnej telewizji kablowej, maszyneria, która zamieniała wczorajsze seriale syndykowane w dzisiejszy tani program. Pluto TV niczego nie wynalazło. Wzięło powtórkę, dodało algorytm i sprzedało nam ją jako odkrywanie na nowo.

Z powtórką nie ma nic złego. Zbudowała dekady tego medium i będzie działać nadal, bo nostalgia nie wygasa. Problem polega na tym, czego nostalgia nie potrafi zrobić – a nie potrafi bronić terytorium. Katalog, który sprawia, że Sailor Moon wydaje się sukcesem, jest z definicji licencjonowalny – te same biblioteki są dostępne dla każdego rywala z czekiem, a konkurenci nie stoją w miejscu.

Liczby jasno pokazują stawkę. W segmencie darmowym z reklamami Pluto TV zajmuje odległe trzecie miejsce. Pomiary Nielsena plasują go na mniej więcej jednym procencie amerykańskiej oglądalności telewizji – za Tubi, które ma blisko dwa procent, i tuż przed Roku Channel. Odczyty eMarketera dotyczące szerszego rynku są jeszcze bardziej trzeźwiące: około 1870 darmowych kanałów konkuruje obecnie w ponad dwudziestu krajach, oferując dziesiątki tysięcy tytułów – krajobraz rozdrobniony poza granicę spójności. W tym tłumie mur ukochanych powtórek to nie fosa. To stawka podstawowa.

Ekonomia pod spodem zaciska się w najgorszym możliwym momencie. Wskaźniki wypełnienia reklam w segmencie darmowym spadają, ponieważ podaż powierzchni reklamowej przewyższa popyt reklamodawców – co oznacza, że każdy nowy kanał, który Pluto uruchamia, to po części kolejna przestrzeń, którą może mieć trudności ze sprzedaniem. Będąc własnością Paramount, Pluto funkcjonuje mniej jako samodzielny cel, a bardziej jako lejek – sposób, by utrzymać widza w rodzinie i monetyzować jego czas. Sailor Moon jest przynętą na ten lejek – i to dobrą przynętą. Nie jest jednak motorem wzrostu.

To wszystko nie oznacza, że ruch jest błędny. Mając trzecią rękę i żaden budżet na oryginały, licencjonowanie uczuć, które ludzie już żywią, to najinteligentniejsza tania opcja na stole – a Pluto gra nią z niezwykłą dyscypliną. Ale sufit jest tym samym sufitem, który powtórka miała zawsze. Włączasz serial, który kochałeś, czujesz to ciepło, a potem – bo właśnie do tego służą powtórki – odpływasz. Na Pluto TV odpływ nie jest błędem w doświadczeniu. To model biznesowy – i to jest cały problem: usługa zbudowana po to, by być zostawioną włączoną, wciąż jest usługą zbudowaną po to, by ją zostawić.

Tagi: , , , , ,

Dodaj nas w Google

Dyskusja

Jest 0 komentarzy.