Filmy

Winston Duke wita Davida Jonssona w Black Panther nie hype’em, lecz życzliwością

Camille Lefèvre

Najbardziej wymowną rzeczą, jaką w tym tygodniu powiedział mieszkaniec Wakandy, nie było to, że młody brytyjski aktor włoży na siebie płaszcz pantery. Chodziło o słowo, którego Winston Duke użył, przekazując go dalej: łaska. Witając Davida Jonssona w uniwersum Czarnej Pantery, Duke nie sięgnął po słownictwo typowe dla premiery franczyzy – zapowiedzi, obietnic rozmachu, ekscytacji szytej na potrzeby konwentu. Sięgnął natomiast po słownictwo planu filmowego, który kiedyś musiał pracować w żałobie.

„Ufam mu jako artyście. Ufam też ludziom, którzy go wybrali” – powiedział Duke magazynowi Variety, po czym padła linijka, która obiegła świat: „Myślę, że będzie świetnie”. Ten cytat robi swoje w każdym agregatorze w ten weekend. Ale zdanie, które warto zapamiętać, to to cichsze, które padło obok – Duke opisuje, jak sam został przyjęty „z wielką łaską”, usłyszał, że praca jest „bezpieczną przestrzenią do zabawy”, i postanowił okazać nowemu „tę samą łaskę, którą okazano mnie”.

To nie jest uprzejmość rzecznika prasowego; to opis metody, i przypadkiem jest to metoda, która pozwoliła Ryanowi Cooglerowi rozwiązać niemożliwy problem. Kiedy zmarł Chadwick Boseman, seria stanęła przed tym, co kino superbohaterów zwykle zbywa – głównym bohaterem, którego nie można ponownie obsadzić bez obrazy. Odpowiedzią Cooglera była najstarsza rzecz w jego własnym kinie: dziedziczenie. Reżyser, który zbudował Creed wokół Adonisa niosącego imię ojca, którego jeszcze nie zdobył na ringu, po prostu przeniósł ten pomysł do Wakandy. Jonsson nie zastępuje T’Challi. Gra syna T’Challi – dziecko dostrzeżone w kodzie Wakandy Forever – które dorosło do tej roli przez krew, a nie decyzją studia.

To rozróżnienie znaczy więcej niż marketingowy beat. Ponowna obsada każe widzom zapomnieć; dziedziczenie każe pamiętać. Utrzymuje Bosemana obecnym jako nieobecność, tak jak Coogler utrzymywał Apolla obecnym w każdym Creed, i zamienia sukcesję w dramat, a nie w zarządzanie kryzysowe – młody człowiek decydujący, czy odpowiedzieć na imię, podczas gdy zamieniona twarz to tylko notatka.

Duke jest właściwą osobą, by to pobłogosławić, bo przeżył drugą stronę równania. Przyszedł jako M’Baku do zespołu już pogrążonego w żałobie i według własnych słów spotkał się nie z hierarchią, ale z gościnnością. Jego poparcie, czytane uważnie, jest mniej oceną talentu Jonssona – którego, jak przyznaje, jeszcze nie zna – a bardziej obietnicą dotyczącą postępowania: „Nie mam żadnej rady… poza tym, żeby z nim grać”. W gatunku, który traktuje casting jak alokację kapitału, aktor definiujący swoją pracę jako sprawianie, by kolega czuł się bezpiecznie, tworzy własny, mały argument o tym, jak naprawdę buduje się te gigantyczne machiny.

Oczywiste relacje przedstawią to jako weterana dającego nowicjuszowi kciuk w górę. To, co Duke faktycznie zaoferował, to teoria franczyzy: że Czarna Pantera przetrwała swoją niezastąpioną stratę nie dzięki spektaklowi, ale dzięki nawykowi gościnności, przekazywanemu z rąk do rąk jak sam płaszcz.

Jonsson, znany z dramatu giełdowego Industry, londyńskiego romansu Rye Lane i horroru Obcy: Romulus, zagra główną rolę w filmie, którego premiera zaplanowana jest na 15 grudnia 2028 roku. Coogler powraca jako reżyser, zdjęcia na taśmie 70 mm, a w obsadzie potwierdzony jest Denzel Washington. Marvel zaprezentował projekt na San Diego Comic-Con.

Płaszcz, który Duke przekazuje, to zatem nie kostium ani vibranium. To pamięć o tym, jak sam został wpuszczony – i ciche naleganie, by następna Czarna Pantera została przyjęta, a nie tylko obsadzona.

Tagi: , , , , ,

Dyskusja

Jest 0 komentarzy.