Filmy

Kosmiczny Szeryf Gavan wraca do kin, a przeciwnik ma jedno zadanie: wymazać całą serię

Jun Satō

Toei przez cztery dekady utrzymywało swoją linię Metalowych Bohaterów przy życiu we fragmentach — tu epizodyczny występ, tam rocznicowy crossover — nie stawiając nigdy pełnometrażowego widowiska na to, czy pierwszy Kosmiczny Szeryf wciąż potrafi zgromadzić publiczność. «Super Space Sheriff Gavan Infinity: The Day the Sun Cried» (co można oddać jako „Dzień, w którym słońce zapłakało”) jest właśnie takim zakładem. Film awansuje odświeżonego stróża prawa z cotygodniowej telewizji do kin i pojawia się, zadając brutalne pytanie: czy chromowany kosmiczny gliniarz, obsadzony po raz pierwszy na początku lat osiemdziesiątych, wciąż udźwignie letnią superprodukcję?

Odpowiedź, jaką proponuje sam obraz, jest agresywna. Fabuła rzuca Gavanów na alternatywną Ziemię, gdzie nagromadzona ludzka rozpacz zastyga w pustkę na tyle rozległą, by pochłonąć słońce i pogrążyć ten świat w wiecznej nocy. Przeciwstawia im się Gavan Killer — zamaskowany operatywnik dysponujący technologią anty-Gavan zaprojektowaną w jednym celu: by wymazać każdego funkcjonariusza noszącego odznakę. To złoczyńca pomyślany nie tyle jako potwór tygodnia, ile jako systemowe zagrożenie dla samego sensu istnienia serii.

YouTube video

Prawdziwe ostrze tkwi w tożsamości tego, kto nosi zbroję Killera. Zdemaskowany zostaje jako odznaczony starszy detektyw, którego bohater niegdyś uwielbiał — mentor przemieniony w eksterminatora, zagrany przez Tsutomu Takahashiego z ową zmęczoną groźnością, jaką aktor przeniósł przez role gangsterów i postaci charakterystycznych w japońskim filmie i telewizji. Powierzenie antagonisty rozpoznawalnemu, dojrzałemu aktorowi dramatycznemu zamiast kaskaderowi to sygnał, że Toei celuje wyżej niż w szkolne podwórko — w rodziców stojących w kolejce do multipleksu.

Ta intencja ma w studiu swoją nazwę: Project R.E.D., inicjatywa, w ramach której Gavan Infinity został odbudowany jako pierwsza pozycja planowanej fali odświeżeń. Serial telewizyjny, z którego film wyrasta, traktuje Kosmicznego Szeryfa Gavana z 1982 roku nie jak nostalgię do cytowania, lecz jak architekturę do renowacji: zachowuje odlewaną laserem sekwencję transformacji i kosmiczno-policyjną mitologię, przeprojektowując zarazem zbroję i dążąc ku serializowanemu, emocjonalnemu rejestrowi. Pełny metraż to pierwsze wyjście tej inicjatywy na większe płótno.

Oryginał znaczył o wiele więcej niż tylko dla Japonii — i właśnie to sprawia, że wsobne, krajowe ramy rebootu warto odnotować. Wyemitowany na początku lat osiemdziesiątych Kosmiczny Szeryf Gavan zapoczątkował linię Metalowych Bohaterów Toei i stał się nieoczekiwanym kulturowym towarem eksportowym — przerobionym na «X-Or» we Francji, gdzie zyskał oddane grono wielbicieli, oraz krążącym po Brazylii i Filipinach w czasach globalnej gorączki na japońskich superbohaterów. Marka niegdyś podróżowała, a jednak jej wskrzeszenie jak dotąd nie jest sprzedawane tak, jakby zamierzało wyruszyć w świat ponownie.

Kohei Nagata dźwiga główną rolę jako Gavan Infinity, otoczony poszerzającym się gronem współtowarzyszy z serii, z których każdy ma odrębną zbroję i zakres działania: Gavan Bushido, grany przez Ryugę Akahane, surowszy odpowiednik z ostrzem; Gavan Luminous w wykonaniu Kokony Sumi; oraz Gavan Leia, którego gra Kentaro Yasui. Produkcja opiera się na zespołowym widowisku, nie na samotnym bohaterze — to wybór, który pozwala inscenizować sceny z wieloma Gavanami, na jakie cotygodniowy budżet nie może sobie pozwolić, a zarazem rozkłada ryzyko kasowe na kilka zbroi, zamiast wieszać je na jednej twarzy. Dla kontrastu Toei zaangażowało komediowy duet Jarujaru w roli pary kosmicznych porywaczy — takiego rodzaju wentyl tonalny, jaki widowiska tokusatsu rutynowo wstawiają, by dwie godziny walki w pancerzach nie stwardniały na kość.

Za kamerą zasiada Hirofumi Fukuzawa, specjalista od akcji w kostiumach, którego choreografia walk kształtowała superbohaterską ofertę Toei od lat, pracujący na podstawie scenariusza Atsuhiro Tomioki — jednego z płodniejszych autorów w tokusatsowo-anime’owej stajni studia. To sprawdzona maszyneria do tego rodzaju kina, biegła w gramatyce sekwencji transformacji i ciosów kończących, a mniej oczywiście dopasowana do emocjonalnej aury, po jaką sięga premisa o pochłanianym słońcu.

Gavan Infinity confronts a rival Space Sheriff in the 2026 Toei feature
Gavan Infinity in Super Space Sheriff Gavan Infinity (2026)

Czego film nie rozstrzyga, to czy cokolwiek z tego niesie się poza własną bazą. Gavan Infinity jest skrojony pod krajową widownię tokusatsu, która i tak co tydzień ogląda serial, a pełny metraż nie jest samodzielny: dzieli datę z filmem o Kamen Riderze pod wspólnym szyldem — takie pakietowanie historycznie napędza rodzinną sprzedaż biletów, jednocześnie zacierając, jaka część frekwencji należy do samego Gavana. Pierwsze kinowe wyjście wskrzeszonej marki bywa zarazem eventem promocyjnym dla linii telewizyjnej i jej gadżetów, co czyni z wyników otwarcia kiepski wskaźnik tego, czy marka utrzyma się sama. Nie ma potwierdzonej dystrybucji międzynarodowej, nie ma zlokalizowanego tytułu poza Japonią i nic jak dotąd nie sugeruje, by studio postrzegało to wskrzeszenie jako towar eksportowy. Film musi najpierw dowieść, że nazwisko Metalowego Bohatera potrafi otworzyć seans u siebie, zanim ktokolwiek zapyta, czy potrafi przekroczyć granicę — a wspólny plakat z większą franczyzą to nie najczystsze miejsce, by ten test przeprowadzić.

«Super Space Sheriff Gavan Infinity: The Day the Sun Cried» wchodzi do japońskich kin 24 lipca 2026 roku, w podwójnym seansie z «Kamen Rider ZEZTZ: Farewell Mission» pod szyldem Toei „W Hero Summer Movie 2026”. Jak dotąd nie potwierdzono żadnej polskiej ani innej zagranicznej premiery kinowej poza Japonią.

Obsada

Tagi: , , , , ,

Dyskusja

Jest 0 komentarzy.