Gaming

Castlevania: Belmont’s Curse — Evil Empire zabiera Vampire Killer do Paryża 15 października

Adrian Kessler

W osi czasu Castlevanii od wydarzeń z Dracula’s Curse minęły dwadzieścia trzy lata, a najnowsza odsłona serii przenosi akcję w miejsce, którego franczyza dotąd nie wykorzystywała: do Paryża XV wieku. W Castlevania: Belmont’s Curse Rose Belmont – następczyni Trevora Belmonta, który zakończył szaleństwo Draculi w 1476 roku – musi zejść do miasta obleganego przez potworne stworzenia i niemożliwie zmaterializowany zamek unoszący się nad stolicą Francji. Gra zadebiutuje 15 października na PS5, Xbox Series X|S, Nintendo Switch oraz PC za pośrednictwem Steam.

YouTube video

Deweloperem jest Evil Empire, studio, które zbudowało Dead Cells po przejęciu go od Motion Twin. Relacja studia z Castlevanią rozpoczęła się od crossoverowego DLC – Dead Cells: Return to Castlevania – a doświadczenie Konami przy pracy nad tym projektem najwyraźniej na nowo zdefiniowało to, co wydawca uważał za możliwe w przypadku zewnętrznych deweloperów. Gdy Evil Empire następnie zaproponowało Konami kolejną kolaborację z Dead Cells, Konami odpowiedziało czymś, o co studio nie prosiło: powierzeniem im opieki nad następną pełnoprawną odsłoną Castlevanii. Evil Empire powiedziało PCGamesN na Gamescom 2026, że są „zaszczyceni ogromnym zaufaniem”, jakim Konami obdarzyło ich wizję. Motion Twin pozostaje zaangażowane jako doradcy – ciągłość z projektu DLC, która teraz przenosi się na pełnoprawną odsłonę franczyzy.

System projektowy, który Evil Empire zbudował dla Belmont’s Curse, odzwierciedla ich doświadczenie w nieliniowych grach akcji. Grywalna mapa obejmuje zarówno zamek Draculi, jak i otaczające miasto Paryż – dwie strefy, które łączą się w tej samej nieliniowej strukturze. Gracze przedzierają się przez wrogów i bossów, gromadząc punkty doświadczenia i ulepszenia, a kluczowe przedmioty stopniowo odblokowują dostęp do nowych sekcji mapy. Strukturalnie jest to metroidvania – etykieta gatunkowa, która połowę swojej etymologii wywodzi właśnie z tej franczyzy – ale z szerszą i bardziej zróżnicowaną geografią niż serie dotąd oferowały. Zwiastun rozgrywki opublikowany 3 września, któremu Konami nadało tytuł „Bloody Tears” – od najbardziej rozpoznawalnego utworu muzycznego serii – pokazuje tempo walki zauważalnie szybsze niż historyczna norma, z rozszerzonymi opcjami ataku i ruchami przemieszczania się, które sugerują, że Evil Empire zaadaptowało mechaniczny kunszt Dead Cells do innego rodzaju mapy.

Fabuła celowo nawiązuje do dwóch poprzednich odsłon: historia podejmuje konsekwencje Dracula’s Curse (1987 na Zachodzie, punkt wyjścia serii konsolowej) oraz Curse of Darkness (2005), osadzając misję Rose mniej więcej dwie dekady po tej drugiej. Evil Empire skonstruowało to tak, aby długoletni gracze mogli prześledzić rodowód narracyjny, a nowicjusze otrzymali wystarczający kontekst, by samodzielnie śledzić fabułę. Tsutomu Taniguchi był producentem gry w Konami, łącząc wewnętrzną bazę wiedzy franczyzy z zewnętrzną perspektywą Evil Empire na serię.

Ramy 40. rocznicy stanowią zarówno kontekst, jak i presję. Konami opisało Belmont’s Curse jako pierwszy z wielu planowanych produktów upamiętniających rocznicę, co oznacza, że najbliższa trajektoria franczyzy będzie częściowo kalibrowana przez wyniki tej odsłony. Wydawca przez większą część poprzedniej dekady był krytykowany za pozostawienie ważnych IP – w tym Castlevanii – w stanie uśpienia. Wybór zewnętrznego niezależnego studia z konkretnym dorobkiem w tym gatunku, zamiast wewnętrznego rozwoju lub zlecenia większemu deweloperowi, stanowi inny rodzaj zakładu na franczyzę niż podejście, które je poprzedzało.

To, co Evil Empire faktycznie buduje, pod nostalgią i rocznicą, to gra systemowa. Dead Cells działało, ponieważ wzorce wrogów, drzewa ulepszeń i projekt mapy reagowały na siebie w sposób, który gracze mogli z czasem poznać i wykorzystać. Czy ta sama precyzja przeniesie się do action-RPG ze stałym światem z odziedziczonym słownikiem mechanicznym Castlevanii – i czy wynik zadowoli zarówno graczy, którzy wychowali się na oryginale z 1987 roku, jak i tych, którzy nigdy nie trzymali w ręku Pogromcy Wampirów – nie będzie wiadome aż do 15 października.

Tagi: , , , , ,

Dyskusja

Jest 0 komentarzy.